Cześć, Wam!
Od razu powiem, że jest mi cholernie przykro, że Ola nam tu odchodzi! I, że to wszystko przez brak motywacji, brak weny. Każda z Nas to przeżywa i doskonale wiem jak to jest, a także jak jeden komentarz potrafi wywołać uśmiech i chęć dalszego pisania :)
Dlatego, kochani, jeśli wpadacie na nasz blog, proszę, zostawcie za sobą jakikolwiek ślad. To niewiele, a dużo znaczy.
Olu, mam nadzieję, że szybko do nas jednak wrócisz! x
A dla Was, krótki oneshot! :) Zainspirował mnie jeden gif.
Cansas Collins spojrzała na Zayn'a oczyma pełnymi bólu i rozpaczy. Wiedziała, jaka cisza potrafi być nie do zniesienia, jak bardzo boli Zayn'a jej milczenie. Ale w takiej chwili chciała mu zrobić na złość. Chciała, żeby poczuł się winny.
Jeszcze raz spojrzała na niego, widząc jego zaszklone piwne oczy. A potem odwróciła się na pięcie i trzasnęła drzwiami, wychodząc z apartamentu, który od miesiąca dzielili razem. Zjechała windą i nie mogły minąć więcej niż trzy minuty, kiedy była już na dole, a Zayn na nią czekał. Jego zazwyczaj blade poliki tym razem były zarumienione. Musiał zbiec po schodach.
— Ce, proszę, zaczekaj — powtarzał po raz enty, ale gdy chwycił ją za ramię, Cansas mu się wyrwała i puściła biegiem ulicą. Biegła, ile miała siły w nogach, w ogóle się za siebie nie oglądając. Czuła, że jej serce bije, jakby miało zaraz jej wyskoczyć z piersi.
Za pięć minut. Wiesz, gdzie. Wysłała SMS'a do Maxime. Od dłuższego czasu się przyjaźniły, a właśnie tego Cece potrzebowała - przyjaciółki. Przez całe swoje życie nie posiadała nikogo takiego. Bardziej trzymała się z chłopakami, chociaż to dopiero nastąpiło w liceum, kiedy poznała Harry'ego.
W tej samej sekundzie ujrzała na ekranie komórki zdjęcie Zayn'a. Kliknęła na czerwoną słuchawkę chyba z milion kolejnych razy. W końcu, zirytowana, wyłączyła telefon i w drodze do kawiarni, odpaliła papierosa. Powoli wypuściła dym. W kilka kolejnych minut dotarła na umówione miejsce. Mała kawiarnia w centrum miasta. Swego czasu przesiadywała tutaj z Lou i Harry'm. Ten okres czasu wydawał jej się cholernie odległym. Ile już minęło czasu od wakacji? Pół roku? A ona... Rzuciła studia. Wszystko w imię chorej miłości. Gdyby kontynuowała naukę, która i tak nie była jej do niczego potrzebna, bo pracę miała, to spędzałaby może jeden dzień z tygodniu z Zayn'em. Ale potrzebowała go. A on jej, chociaż ich relacje ciężko było jakkolwiek określić.
Westchnęła pod nosem i zajęła miejsce w najbardziej oddalonym kąciku sali. Zamówiła drinka i ukryła twarz w dłoniach.
— Co się stało? — Trzysta dwadzieścia wydechów później usłyszała głos Maxie.
— Nie pojawił się przez całą noc. Pieprzoną noc. — szepnęła Cece. — Mieliśmy iść na kolację z jego rodzicami. Wystawił nas. I wrócił rano. Nawet nie odbierał telefonu.
— Spokojnie. Może wyleciało mu z głowy. No i był z Niall'em. Przy nim łatwo zapomnieć o najważniejszych rzeczach. — Maxime nie odrywała wzroku od Cansas.
— Był z Niall'em? — mruknęła Cece z kpiną. — Świetnie, po prostu cudownie. — Wypiła duszkiem drinka i spojrzała na przyjaciółkę. Skoro Zayn miał inne plany na wieczór, mógł odwołać spotkanie, a nie w ogóle się nie pojawić. To nie było w jego stylu. A może po prostu Cansas wcale go tak dobrze nie znała, jak jej się wydawało?
— Nie wiesz, co mu po głowie chodziło. Może się wystraszył? Może potrzebował dnia wolnego. Nie jest twoją własnością. — widząc wzrok Ce, Maxime dodała: — Teoretycznie. Przemyśl to, C. Wróć do domu i z nim porozmawiaj. A znając ciebie, nie dałaś mu nawet dojść do słowa.
Cansas skinęła głową i wstała od stolika. Nie bała się, że Maxime zaraz się na nią obrazi, że wyciągnęła ją z domu na trzy słowa. Mimo naprawdę ciężkich początków, teraz rozumiały się doskonale. Aczkolwiek Cece jeszcze przez trzy godziny błąkała się po mieście bez celu. Kiedy dotarła pieszo na ostatni przystanek metra, w końcu poddała się i postanowiła wrócić do domu. Kiedy uruchomiła z powrotem telefon ujrzała ponad dwadzieścia nieodebranych połączeń. Czuła, że Zayn'owi na niej zależy, ale...
Wjechała windą na ostatnie piętro. Delikatnie pchnęła drzwi i na palcach weszła do salonu. Świecił pustką. Więc Ce skierowała się do sypialni. Stanęła w drzwiach i poczuła, jak w jej gardle rośnie wielka gula i nie może jej połknąć. Niemalże się rozkleiła, widząc jak Zayn Malik ubrany w kurtkę leży na ich łóżku, a tuż obok niego znajdował się brązowy pluszak. Prezent na ich pierwszą prawdziwą randkę. Zawsze zajmował honorowe miejsce na kanapie w salonie.
Podeszła do łóżka i przykucnęła, opuszkami palca głaskając Zayn'a po policzku, tak jak zawsze on ją budził. Zayn momentalnie podniósł głowę, mrugając powiekami. W pokoju świeciła się mała lampka, rzucała światło na jego zmęczoną twarz.
— Zayn... Ja... — przerwał jej lekkim pocałunkiem. Podniósł się, nie odrywając swoich warg od jej, a gdy Cansas znów chciała się odezwać, ten nie pozwolił jej dojść do słowa, tym razem przeradzając pocałunek w namiętny, głęboki.
— Ce, tak bardzo cię kocham. — szepnął Zayn pomiędzy pocałunkami.
— Wiem, Zayn. — również wyszeptała, wsuwając palce w jego ciemne włosy i przyciągając go mocniej do siebie.
— Wyjdź za mnie — usłyszała i jej serce w tej samej sekundzie zamarło. Spojrzała w jego świecące się oczy i poczuła, jak zbiera jej się na płacz. — Dlaczego płaczesz? Ce, kochanie. Vas happenin? — przetarł jej łzę opuszkami palcem, nie ukrywając lekkiego uśmiechu. — T-to... Z-za... Ce?
Cansas wtuliła się mocno w jego ramiona i obydwoje runęli na ziemię. Zayn oparł się plecami o ramę łóżka i całował ją po włosach, policzkach, aż w końcu odnalazł jej usta. Chwilę potem ujął jej twarz w dłonie i spojrzał jej głęboko w oczy. Nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Jedyne, co można było usłyszeć to ich zwolnione oddechy.
— Tak. — szepnęła w końcu Cansas.
~ Maya Malik x
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oneshoty.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oneshoty.. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 23 kwietnia 2013
środa, 3 kwietnia 2013
29. Nothing Like Us.
Co tu dużo mówić? Druga część As Long As You Love Me specjalnie dla was. x
Yo, zawiedliście nas odrobinę. Dużo osób chciało trzecią część I Wish od Evie, ale zostawić komentarza to już wam się nie chciało. Lenie pieprzone. Dla waszej wiadomości, to właśnie głównie komentarze pchają nas do dalszego pisania, więc, gdyby nie było żadnych komentarzy, to nie byłoby bloga. Proste? Proste.
Więc prosimy. Ja, Evie i Maya. Jeśli czytasz - zostaw komentarz!
Następny imagin będzie dopiero po 5 komentarzach.
Wiem, wiem, i tak nikt z was nie zwrócił uwagi na moje wypociny przez oneshotem. -_-
I wiem jeszcze, że wyszedł chujowy, przepraszam za słownictwo. Po prostu mi się nie podoba, ot co.
Poczułam przyjemne mrowienie na
twarzy. Otworzyłam oczy i od razu poraziło mnie światło wschodzącego słońca,
więc lekko je przymrużyłam. Przez chwilę w myślach zastanawiałam się nad
pięknem świata skąpanego w porannym słońcu, a potem do mnie dotarło, co to za
dzień.
1 sierpień. Moje dwudzieste
urodziny. I trzecia rocznica mojego pierwszego spotkania z Niallem.
Pamiętam ten dzień, jakby to było
wczoraj.
To był piątek. Siedziałam sobie
spokojnie w mojej ulubionej kawiarni Paradise
w dzień moich siedemnastych urodzin i piłam mrożoną latte machiato z karmelem.
Patrzyłam na otaczających mnie ludzi, a wtedy drzwi otworzyły się po raz setny
tego dnia i wszedł on. Niebieskooki blondyn z ciemnymi odrostami i ślicznym
uśmiechem odsłaniającym trochę krzywe zęby. Przykuł moją uwagę. Roztaczał wokół
siebie bardzo miłą atmosferę i wydawać by się mogło, że wszystkich ludzi w
kawiarni zaraża swoim doskonałym humorem. Razem z Zaynem, jego najlepszym
kumplem, podszedł do lady i obaj zaczęli rozmawiać z dziewczyną przyjmującą
zamówienia, jego kuzynką, jak jakiś czas później mi powiedział. Co jakiś czas
zerkałam na blondyna. Był cholernie słodki. Wtedy zadzwoniła moja przyjaciółka
Jess i powiedziała, żebym do niej przyszła. Wstałam, żeby wyrzucić pusty kubek
po napoju, i pech chciał, że Niall akurat dostał swoje zamówienie. Dlaczego
pech? Ani ja go nie zauważyłam, ani on mnie nie zauważył. Patrzyliśmy w
zupełnie inne strony, a Zayn nie zdążył go ostrzec. Horan zderzył się ze mną, a
cała zawartość jego kubka znalazła się na mnie i na nim. To była czekolada,
pamiętam doskonale ten zapach. Zszokowani spojrzeliśmy na swoje brudne
koszulki, potem na siebie i w tym samym momencie zaczęliśmy się nawzajem
przepraszać, co wywołało śmiech. I u mnie, i u Nialla. Chciałam mu kupić nową
czekoladę, ale kategorycznie zaprzeczył i powiedział, że lepiej będzie, jeśli
dam mu swój numer.
I pomyśleć, że to czekolada
rozpoczęła tak wielką miłość.
Z westchnieniem przewróciłam się
na plecy i wpatrzyłam w jasny sufit.
Minęło już pół roku od naszego
ostatniego spotkania. Ciągle na myśl o nim szklą mi się oczy, jednak częściowo
pogodziłam się z tym okrutnym losem. Muszę przyznać, że nie rozumiem, po co
ciągle tu jestem. Mówiąc ‘tu’ mam na myśli ogólnie świat. Po co ja jeszcze
żyję? Gdy tak o tym myślałam, to stwierdziłam, że po to, by pokazywać mojemu
ojcu, jak bardzo spieprzył życie swojej jedynej córce.
Tyle razy leżałam z Niallem na
tym łóżku. Tutaj grał mi na gitarze, śpiewał, opowiadał kawały, łaskotał,
całował, przytulał, zapewniał o jego miłości. Poczułam jak pojedyncza łza
spływa z kącika mojego oka, a następnie wydając cichutki dźwięk opada na
pościel. Szybko otarłam dłonią policzek i wstałam. Moi rodzice wyjechali w
zeszłym tygodniu na delegację, więc miałam w jakimś stopniu spokój. Cieszyłam
się, że nie widzę mojego ojca. Może to zabrzmi dziwnie, no bo która córka
nienawidzi swojego ojca, ale ja go naprawdę nienawidzę.
Usiadłam i rozejrzałam się po moim
pokoju. Biurko i krzesło stojące obok robiło za szafę, tak samo kanapa i fotel.
Wstałam, wzięłam czyste dresy i bieliznę i poszłam wziąć szybki, orzeźwiający
prysznic. Po prysznicu ubrałam się w wybrane ciuchy, czyli szare dresowe
spodnie i szeroką czarną koszulkę z napisem who
you are.
Zeszłam na dół do kuchni.
Zrobiłam sobie kawę i tosta – moje codzienne śniadanie. Szybko zjadłam, a kawę
wzięłam ze sobą na górę. Chciałam trochę posprzątać w pokoju i oderwać swoje
myśli od blondyna. Weszłam do pokoju i już miałam zamiar brać się za porządki,
gdy moją uwagę przykuło coś, czego nie powinno być tam, gdzie było.
Na stoliku leżało jakieś małe,
ładnie opakowane pudełeczko. Zdziwiłam się, ponieważ nikogo w domu nie było
oprócz mnie. Powoli podeszłam do stolika. Koło paczuszki leżała złożona kartka.
Wzięłam ją drżącymi dłońmi i otworzyłam.
Na widok tak doskonale znanego mi
pisma moje serce zaczęło bić w nienaturalnie szybkim tempie. Oddech
przyspieszył, a nogi zaczęły drżeć tak jak dłonie. Nie byłam w stanie utrzymać
się w pionowej pozycji, więc osunęłam się na ziemię, ciągle wpatrując się w
kartkę jakby była jakimś skarbem. No, poniekąd była.
Wszystkiego najlepszego, skarbie. Tęsknię za tobą i kocham cię, twój
Niall.
Mój Niall. Nie byłam w stanie
dalej utrzymywać emocji w ryzach i wybuchłam głośnym płaczem. Rana, którą
próbowałam leczyć przez pół roku na nowo się otworzyła i po moim ciele rozszedł
się niemożliwy ból. Tak bardzo go kocham. Nie potrafię tego zrozumieć, dlaczego
mój ojciec nam to zrobił. Nie przewidywał konsekwencji, prawda? Miał gdzieś to,
że zostanie we mnie ślad do końca życia. Nie rozumiał tego. Nie było na świecie
drugiej takiej osoby, która znaczyłaby dla mnie tyle co Niall.
Spróbowałam trochę się opanować i
sięgnęłam po pudełeczko. Otworzyłam je, a moim oczom ukazał się delikatny,
srebrny łańcuszek z zawieszką w kształcie małego serduszka. Od razu przypomniał
mi się ten dzień na początku roku, gdy Niall mówił, że kiedyś mi go kupi. Ja
wtedy odpowiedziałam, że sam Niall mi wystarczy, a on na to, że będzie mi go
przypominać, gdy nie będzie go przy mnie. Nie sądziłam, że kiedyś go przy mnie
nie będzie.
Moje rozmyślanie przerwał
dzwoniący telefon. Chciałam wypatrzeć moją komórkę, ale była gdzieś pod
ubraniami. Położyłam prezent od Nialla na stoliku i zaczęłam przekopywać się
przez stosy materiałów. W końcu udało się i w ostatniej chwili odebrałam.
- Tak? – rzuciłam do słuchawki i
wróciłam spojrzeniem do łańcuszka.
- Wszystkiego najlepszego
kochanie! – powiedziała radośnie moja mama. – Mam nadzieję, że cię nie
obudziliśmy?
- Nie, wstałam pół godziny temu –
odpowiedziałam.
- To dobrze. W każdym razie,
szczęścia, zdrowia, pomyślności i czego sobie życzysz – życzę sobie powrotu
Nialla, pomyślałam z żalem. – Prezent dostaniesz wieczorem.
- Wieczorem? – zapytałam ze
zdziwieniem. – Wracacie tak szybko?
- Tak, myśleliśmy, że to wszystko
będzie trwało dłużej, ale myliliśmy się.
- Okej, to będę czekać, do
zobaczenia.
- Czekaj, a tata?
Zacisnęłam pięść tak mocno, że aż
zbielały mi knykcie.
- Doskonale zdajesz sobie sprawę,
że nie chcę z nim rozmawiać – rzuciłam lodowatym tonem. – Nie chcę jego życzeń.
Usłyszałam westchnięcie.
- Kochanie, przecież wiesz…
- Nie, mamo. Nie będę z nim
rozmawiać.
- Ranisz go, skarbie –
powiedziała zmartwionym głosem.
- A on mnie może, tak?
Nie zaczekałam na jej odpowiedź i
się rozłączyłam. Naprawdę, jeszcze tego mi brakowało, żeby kłócić się z mamą. Z
nią akurat się dogadywałam. No, przeważnie. Była jakimś tam wsparciem. Może nie
zawsze stała po mojej stronie, ale jeśli chodziło o Nialla, to nie zabierała w
ogóle głosu, jednak wiedziałam, że mi współczuje. To było widać w jej
spojrzeniu.
Dochodziło południe, więc
postanowiłam gdzieś wyjść. Przebrałam się w jeansowe szorty i czarną bokserkę.
Przeczesałam palcami włosy, telefon wrzuciłam do kieszeni, a łańcuszek Nialla
zapięłam na szyi.
I wtedy mój telefon zadzwonił
ponownie.
- Ale z ciebie już stara dupa! –
usłyszałam na przywitanie.
- Dziękuję, Jess – powiedziałam z
sarkazmem. – Dzwonisz, żeby mi mówić, że się starzeję?
- Nie? – odpowiedziała. Była w
świetnym humorze. – Sto lat, kochana.
- Dzięki.
- Słuchaj, pogadamy jutro jak
przyjdziesz, okej?
- Jasne, na razie – rozłączyłam
się.
Coś sobie uświadomiłam. Przecież
gdy wstałam, to prezentu od Nialla nie było. Poczułam ukłucie w sercu. Dlaczego
nie poczekał? Nie chciał porozmawiać? Nie chciał mnie zobaczyć? To przykre.
Szybko wyszłam z domu i zamknęłam
za sobą drzwi, a klucz schowałam do torebki. Wiedziałam, gdzie pójdę.
Do Paradise.
***
Pchnęłam drzwi, a dzwonek nad
moją głową wydał z siebie cienki dźwięk. Z cieniem nadziei weszłam do środka
kawiarni. Gdzieś w środku czułam, że on tam będzie. Nie wiedziałam tylko, czy
odważę się do niego podejść. Co, jeśli on jest szczęśliwy beze mnie? Jeśli kogoś
znalazł, a ja jestem tylko dziewczyną, którą kochał?
Nie, powiedziałam do siebie
stanowczo. Gdyby mu na tobie nie zależało, to nie przyszedłby rano.
W środku było dużo ludzi.
Znalazłam jakieś wolne miejsce, a obok mnie niemal od razu znalazł się młody chłopak.
- Witam, czy mogę przyjąć
zamówienie?
- Karmelowa latte – powiedziałam
pewna swojego wyboru.
Chłopak zapisał moje zamówienie i
odszedł, a ja zaczęłam się rozglądać. Jakaś elegancko ubrana kobieta pijąca
małą czarną, matka z dwójką kilkuletnich
dzieci, które piły owocowe koktajle, dwóch nastoletnich chłopaków, których
kojarzyłam ze szkolnych korytarzy, mężczyzna i kobieta trzymający się za ręce i
patrzący sobie w oczy. Wszyscy wyglądali na szczęśliwych. A czego się niby
spodziewałaś? Tego, że jak twój świat leży w gruzach, to innym też wszystko się
wali?
Kelner postawił na stoliku przede
mną moją latte i odszedł zostawiając mnie samą. Spojrzałam przez okno na ulicę.
Ludzie spieszyli się gdzieś, samochody śmigały po jezdni. Przypatrywałam się
światu, sącząc gorący napój, gdy drzwi się otworzyły, a we mnie coś drgnęło.
I poczułam się tak, jak dokładnie
trzy lata temu.
Wszedł do kawiarni z Zaynem. Na
jego ustach błąkał się delikatny uśmiech, ale jakże wymuszony. Chłonęłam
wzrokiem wszystkie zmiany, jakie w nim zaszły przez pół roku. Wydawał się
wyższy, włosy miał postawione do góry, co odsłaniało mocno widoczne ciemne
odrosty. Taksował wnętrze smutnym spojrzeniem. Wydawać by się mogło, że jego
niebieskie oczy mają jeszcze bardziej intensywną barwę niż kiedyś. Przejechał
po mnie wzrokiem, a po moim ciele przeszły ciarki. Jednak on wyglądał, jakby
mnie nie zauważył.
Wtedy zrozumiałam, że mnie nie
poznał.
Zawsze byłam szczupła, ale bardzo
schudłam. Moje wiecznie jasne włosy przefarbowałam na ciemnobrązowe. Ale żeby
od razu mnie nie poznawać?
Usiadł z Zaynem kilka stolików
przede mną. Malik coś do niego mówił, a Niall się śmiał. Śmiał. Wreszcie. Już
myślałam, że nie usłyszę jego śmiechu.
Wtedy stwierdziłam, że lepiej z
tym skończyć.
Oczywiście, to logiczne, że
ciągle będę go kochać. To już się nie zmieni. Ale każde z nas ma teraz własne
życie. No, przynajmniej on. Na to wygląda. Żyje, oddycha. Jest
najprawdopodobniej szczęśliwy. A o to mi chodziło – chciałam mieć świadomość,
że wszystko u niego w porządku.
Uśmiechnęłam się lekko do siebie,
dopiłam kawę. Zabrałam torebkę, wstałam, przeszłam normalnie koło ich stolika.
Zerknęłam na niego po raz ostatni i wyrzuciwszy kubek, wyszłam na zalaną
słońcem ulicę.
Byłam spokojna.
***
Do końca dnia włóczyłam się po
mieście. Byłam na zakupach, odwiedziłam uczelnię, na którą chciałam iść na
studia. Gdy wróciłam do domu było już dobrze po zmroku.
Wchodząc po schodach, widziałam,
że w całym domu są pozapalane światła. To oznaczało, że rodzice już wrócili.
Weszłam i zamknęłam za sobą drzwi.
- Gdzie byłaś? – usłyszałam od
razu tak bardzo znienawidzony głos.
Odwróciłam się i zobaczyłam tatę
siedzącego w salonie. Odetchnęłam głęboko i ruszyłam naprzeciw złu.
- W mieście – odpowiedziałam,
siląc się na spokojny ton. – Nie mogę nawet na zakupy wyjść?
- Nie odbierałaś telefonu.
Martwiłem się.
- Jest wyciszony. Poza tym, mam
już dwadzieścia lat, tato – przypomniałam mu. – Mogę wychodzić gdzie chcę i
kiedy chcę.
- Nie, nie możesz – odwrócił się
do mnie, a ja zobaczyłam na stoliku przed nim kieliszek i butelkę wódki.
Cudownie, pomyślałam z irytacją.
- Zabronisz mi? – rzuciłam
zaczepnie.
Nie chciałam się z nim kłócić,
ale po prostu nie mogłam się powstrzymać.
- Tak, zabronię – powiedział,
patrząc na mnie. Jego wzrok był mętny. – Mogę się założyć o wszystko, co mam,
że byłaś z tym chłopakiem.
Momentalnie się we mnie
zagotowało.
- Nie byłam – warknęłam. – A
nawet jeśli, to i tak nie twoja sprawa.
- Co tu się dzieje? – w
drzwiach do kuchni pojawia się mama.
- Spotkała się z tym chłopakiem –
powtórzył do mojej rodzicielki. Spojrzałam na nią zmęczonym wzrokiem, a ona
posłała mi litościwe spojrzenie.
- Logan, daruj sobie –
powiedziała do niego. – Idź się lepiej położyć.
- Nie – rzucił, wstał i ruszył w
moją stronę. – Myślisz, że kim ty jesteś? Jakąś księżniczką, której wszystko
wolno? Która może robić co chce? Otóż mylisz się, moja droga. Mieszkasz pod
moim dachem – stał teraz kilka centymetrów ode mnie, wpatrując się ze złością w
moje oczy. Nie pozostałam dłużna. – A ja sobie nie życzę, żeby moja córka
spotykała się z takim śmieciem, jakim jest ten cały Niall.
Zacisnęłam zęby.
- I kto tu jest śmieciem? –
zapytałam. Nie obchodziło mnie to, co się stanie. Chciałam mu wszystko
wygarnąć. – Na pewno nie Niall, tato.
W jego oczach widziałam furię.
- Jak ty się do ojca odzywasz? –
syknął i uniósł rękę.
- Logan! – krzyknęła moja mama.
- Uderz mnie, no dalej –
powiedziałam, nie odrywając wzroku od jego twarzy.
- Masz się nie spotykać z tym
chłopakiem, zrozumiano?! – ryknął, popychając mnie z każdym słowem.
Cała ta sytuacja wydawała mi się
nierealna. No bo od kiedy to mój ojciec jest agresywny? Znaczy, widziałam, jak
pobił Nialla (jedno z moich najgorszych wspomnień), ale na mnie nigdy nie
podniósł ręki.
- Logan, masz w tej chwili
przestać! Oszalałeś?! – moja mama chciała wejść pomiędzy nas, ale mój ojciec
jej nie dał.
- Nie wtrącaj się, Stephanie –
powiedział ze złością. – Dotarło to do ciebie czy nie bardzo? – zwrócił się do
mnie.
- Nigdy to do mnie nie dotrze –
odpyskowałam. Za to dostałam w policzek. Skóra zaczęła mnie momentalnie piec.
Chwyciłam się dłonią w piekące miejsce i spojrzałam na niego z nienawiścią.
- On ci nic nie zrobił! –
krzyknęłam. – Dlaczego go tak nienawidzisz?!
- Tak jakoś mi podpadł – powiedział.
Nie wierzyłam w to, co mówi.
- Co z tobą jest nie tak? –
zapytałam z ironią.
- Powiedziałem, że masz się
odzywać z szacunkiem!
Mama cały czas próbowała
zakończyć tą kłótnię, ale nie wychodziło jej to. Żadne z nas nie zwracało na
nią większej uwagi.
- Odzywałabym się z szacunkiem,
gdybyś na niego zasłużył. Ale ty nie zasługujesz.
Jeśli wtedy był cholernie zły, to
teraz stał się zaślepiony furią. Popchnął mnie z całej siły, a moja mama
krzyknęła. Nie rozumiałam o co chodzi, dopóki cofając się, nie potknęłam się o
podwinięty dywan. Momentalnie poleciałam do tyłu. Moja mama chciała mnie
złapać, ale nie była dość szybka. Upadłam, uderzając głową o stopień schodów.
Przez oczami pojawiły mi się mroczki. Stephanie zaczęła płakać i wrzeszczeć
jednocześnie na mojego ojca, a ja wtedy straciłam przytomność.
***
Czy to raj? Jestem w niebie?
Otaczał mnie tłum ludzi. Jedni
byli ubrani na czarno, a drudzy na biało. Kontrast był ogromny. Jedyne co ich
wszystkich łączyło, to te same blond włosy, niebieskie oczy i uśmiech z
aparatem na zębach. Każdy miał tą samą twarz, budowę. Wszyscy mówili do siebie
nawzajem Niall, jakby wszyscy mieli
to samo imię.
Szare ściany kończyły się nie
wiadomo gdzie. Wszędzie widziałam tylko czerń, biel i szarość. Tylko ja się
wyróżniałam, z moimi długimi ciemnymi włosami i w niebieskiej sukience.
Miałam przeczucie, że znam tą
twarz. Kojarzyła mi się z czymś cudownym. Imię Niall też przywodziło na myśl
jakieś wspomnienie. Jednak za nic nie potrafiłam sobie przypomnieć, jakie to
było wspomnienie.
Ktoś mnie szturchnął w plecy.
Odwróciłam się. To był Niall. Czy mogłam spodziewać się kogoś innego? Chyba
nie.
Czułam się strasznie zmęczona.
Zamknęłam oczy, ponieważ zamykanie oczu w tłumie blondwłosych Niallów wydawało
mi się cholernie naturalne.
***
Chciałam otworzyć oczy, lecz nie
umiałam. Koło mojego ucha słyszałam aparaturę szpitalną. Maszyna wydawała ciche
piknięcie równo z biciem mojego serca, które biło spokojnie i głośno. Czułam na
ręce czyiś uścisk i chciałam zobaczyć, kto siedzi obok.
Po kilku minutach lub godzinach,
nie wiem, bo nie miałam poczucia czasu, skupiłam w końcu całą swoją wolę i
udało mi się uchylić powieki. Chociaż światło było przygaszone, to biel sufitu
nade mną i tak poraziła mnie z zastraszającą siłą. Mrugałam kilkanaście razy,
aby się przyzwyczaić. Gdy w końcu mi się to udało, rozejrzałam się z
ciekawością.
Osobą, która trzymała mnie za
rękę, okazała się moja mama. Miała głowę położoną na krańcu łóżka, na którym
leżałam. Spała. Nawet przez sen jej twarz wyrażała zmartwienie. Nie chciałam
jej budzić, więc po prostu leżałam i czekałam, aż sama się ocknie.
W tym czasie wszystko mi się
przypomniało. Poczułam ucisk w żołądku. Jak mój ojciec mógł mi to zrobić?
Po kilku minutach mama otworzyła
zaspane oczy i spojrzała na mnie. Jej źrenice jeszcze bardziej się rozszerzyły.
- Lily – szepnęła i mocno mnie
przytuliła.
- Spokojnie, mamo –
odpowiedziałam.
- Tak się martwiłam – poczułam
coś mokrego na ramieniu.
- Cii – pogłaskałam ją po
plecach, żeby się uspokoiła.
Trwałyśmy w takim uścisku chwilę,
a potem ona się odsunęła i z powrotem usiadła na krześle. Złapała mnie za rękę
i uśmiechnęła się, pomimo łez w jej oczach.
- Jak się czujesz? – zapytała.
Zamyśliłam się chwilę. Jak się
czułam?
- Trochę dziwnie – wyznałam. – Co
się stało?
Mam spuściła wzrok na nasze
dłonie. W końcu westchnęła.
- Byłaś nieprzytomna przez ponad
miesiąc – jej głos się trochę załamał, ale dzielnie brnęła dalej. – Dużo się
podczas twojej… hm, nieobecności zdarzyło.
- Czyli?
Dopiero teraz zauważyłam, że
mówimy przyciszonymi głosami. Jednak nie przeszkadzało mi to.
- Upadając, uderzyłaś się w
bardzo czuły punkt z tyłu czaszki. Nikt nie wiedział, czy uda ci się z tego
wyjść – zaszlochała cicho. – Jednak udało ci się – podniosła na mnie błyszczące
oczy. – Lekarze powiedzieli, że wszystko jest w porządku.
Ulżyło mi. A co z ojcem? Jakby
czytając w moich myślach, powiedziała:
- Ja i Logan rozwiedliśmy się.
Nie mogłam być z kimś, kto zrobił coś takiego własnemu i mojemu dziecku.
- Jak się trzymasz? – zapytałam
delikatnie.
- Dobrze – posłała mi uśmiech. –
Logan ma zakaz zbliżania się do mnie i do ciebie. Wynajęłam mieszkanie w
centrum. Idealne dla nas.
- To cudownie – powiedziałam.
Naprawdę, cieszyłam się, że mama
tak postąpiła. Nie obchodziło mnie, co się stanie z ojcem.
- Czeka na ciebie pewna
niespodzianka – powiedziała nagle.
- Niespodzianka? – zapytałam z
ciekawością. – Jaka?
Moja mama odsunęła się na bok,
odsłaniając mi tym samym niewielką kanapę pod oknem. Zobaczyłam leżącą na niej
postać.
- Zadzwoniłam do niego zaraz po
powiadomieniu karetki – wyznała mama. – Siedział przy tobie przez cały czas i
nie chciał cię zostawiać ani na chwilę.
Niall.
Tak bardzo się za nim stęskniłam.
Nawet nie wiem, jak opisać słowami uczucia szalejące wewnątrz mnie.
Nagle jakby pod wpływem mojego
spojrzenia, chłopak zaczął się kręcić.
- Zostawię was – mama się do mnie
uśmiechnęła, wstała i wyszła, zamykając za sobą cicho drzwi. Blondyn odwrócił
się na bok twarzą w moją stronę. Wyglądał tak spokojnie, gdy spał. Po kilku
sekundach uchylił powieki, a jego niebieskie oczy zaczęły wpatrywać się we mnie
ze zdziwieniem. Potem nastąpił szok, a następnie radość. Dosłownie podskoczył
na kanapie i zaraz trzymał mnie za rękę, a z jego oczu lały się łzy.
- Lily – szeptał cały czas. Jakby
nie mógł uwierzyć, że jestem zaraz obok niego, prawdziwa i żywa.
- Niall – odszepnęłam i wolną
ręką pogładziłam go po mokrym policzku.
Powoli pochylił się nade mną, a
potem delikatnie mnie pocałował. Tak dawno nie czułam smaku jego warg. Były
miękkie i wilgotne, takie, jakie je zapamiętałam. Całował mnie jakbym była
najważniejszą rzeczą w jego życiu.
- Kocham cię – wychrypiał przy
moich wargach.
- Wiem Niall. Ja ciebie też –
odszepnęłam i ponownie wpiłam się z jego usta, tym razem z większą
namiętnością. Już nigdy nie chciałam, żebyśmy się rozstawali na tak długo.
Chciałam go mieć już zawsze przy sobie. Chciałam, żeby był. I miał być. Wiem
to.
wtorek, 1 stycznia 2013
20. As Long As You Love Me.
2013... Mam nadzieję, że będzie lepszy niż poprzedni.
Moja inspiracja do napisania tego oneshota to piosenka Justina Biebera - As Long As You Love Me. Kocham tą piosenkę, a teledyskiem baaardzo długo się jarałam.
Jednak nie jestem zadowolona. Nie udał mi się, planowałam całość inaczej, no ale cóż... Wyszedł taki niewyjaśniony. Miał być wzruszający, ale za chuja nie umiałam takiego napisać. Ale i tak mam nadzieję, że w jakimś stopniu wam się spodoba. :)
Happy New Year, miśki! <3 Dziękujemy za tyle wejść. :) To dla nas cholernie ważne.x
Aha, i dla wyjaśnienia: pochyła czcionka to wspomnienia. :D
Pamiętajcie: przynajmniej 3 komentarze i następny imagin.x
Zaparkowałem przy bramie
wjazdowej na posesję Lily. Nie odważyłem się wjechać na teren Grey’ów, a poza
tym ojciec mojej dziewczyny już szedł w moją stronę. Wysiadłem z samochodu,
zamknąłem drzwi i oparłem się o maskę. Czekałem.
W końcu Logan stanął ze dwa metry
przede mną. Ciemne włosy były zaczesane do góry. Miał ponad 40 lat. Był wysoki,
barczysty, samą swoją postawą budził respekt. Wyciągnął papierosa z ust.
- Niall.
- Logan.
Było wiadome, że Logan Grey za
mną nie przepadał. Ba, on mnie nienawidził. Czemu? To proste. Rodzina Grey’ów
to cholernie bogaci ludzie. Stać ich na dosłownie wszystko. Logan jest słynnym
reżyserem filmowym, a jego żona, Stephanie, ma największą sieć salonów
kosmetycznych w całej Ameryce. To logiczne, że nie podoba mu się związek jego
córki z chłopakiem, który jeździ starszym autem niż on i nie jest jakoś
wyjątkowo zaopatrzony w pieniądze. Do tego Logan sądzi, że jestem zły i zniszczę
jego córeczkę. Oh, proszę! Nie piję, nie palę, nie kradnę. Ale on i tak za mną
nie przepada.
- Słuchaj, postawię sprawę jasno.
- Słucham.
- Nie chcę, żebyś spotykał się z
moją córką.
Przełknąłem ciężko ślinę.
Czekałem w milczeniu, aż będzie mówił dalej.
- Ona potrzebuje mężczyzny, nie
chłopaka, którym jesteś.
Już zamierzał odejść. Już się
odwracał. Zwilżyłem wargi.
- Kocham ją.
Spojrzał znowu na mnie.
- Nie wątpię – powiedział. – Ale
nadejdzie kiedyś taki dzień, gdy ją opuścisz dla kogoś innego, łamiąc jej przy
tym serce. Tak się stanie, możesz być pewny.
- Nic o nas nie wiesz. Nie znasz
nas.
- Nie chcę nic o was wiedzieć.
Nie chcę nic wiedzieć o tobie. Chcę, żebyś wsiadł do swojego auta, odjechał i
nigdy nie wracał. Jeśli to zrobisz, tym lepiej dla ciebie.
Patrzyłem oszołomiony jak
odchodzi. Nie wierzyłem, że zabronił mi bycia z Lily. Nie mógł.
Gdy zniknął za zakrętem
kamienistej drogi, wsiadłem z furią do auta. Trzasnąłem drzwiczkami, odpaliłem
maszynę i z piskiem opon wykręciłem, po czym wyjechałem na drogę.
Jeszcze się nie poddałem. Nigdy
się nie poddam.
***
- Dogoń mnie, jeśli potrafisz!
Ruszyłem za Lily. Jak dzieci, pomyślałem. Jeździliśmy na rowerach na
placu przed jej domem. Usłyszałem jej słodki śmiech, gdy gwałtownie zahamowała
i zeskoczyła z roweru, po czym zniknęła gdzieś między jasnymi kwiatami.
Poszedłem w jej ślady i pobiegłem za nią. Zapanowała absolutna cisza. Stanąłem
w miejscu, chcąc zlokalizować jej kryjówkę. Nagle poczułem na szyi delikatne
dłonie i ciepły oddech.
- Mam cię – szepnęła mi do ucha.
Odwróciłem się do niej, kładąc ręce na jej talii.
- Nie – odpowiedziałem również szeptem. – To ja mam ciebie.
Uśmiechnęła się, objęła moją szyję i delikatnie musnęła moje wargi, a
następnie wtuliła twarz w moją szyję. Mocniej przytuliłem ją do siebie.
- Kocham cię, Niall – powiedziała cicho.
- Ja też cię kocham – odparłem i pocałowałem ją w szyję.
***
Uderzyłem zaciśniętymi dłońmi w
ścianę. Mocno, z całą furią, jaka się we mnie gromadziła od porannego spotkania
z Loganem. Tak to miało się skończyć? Bez żadnego wyjaśnienia miałem po prostu
zniknąć z życia Lily? Przecież my bez siebie nie przeżyjemy, czy wziął to pod
uwagę? Chyba nie.
Raz za razem maltretowałem ścianę
z ogromną siłą, bo po jakimś czasie pojawiły się delikatne wgniecenia. Do tego
miałem odarte kostki, ale to nic. Cały czas miałem w myślach słowa Logana: ‘Chcę, żebyś wsiadł do swojego auta, odjechał
i nigdy nie wracał. Jeśli to zrobisz, tym lepiej dla ciebie.’ Czy to była
groźba? Ciekawe, jakby Lily zareagowała na jego słowa, skierowane do mnie. Nie
spodobałoby się jej to, tego mogę być pewny.
Odwróciłem się i zrzuciłem kilka
szklanych rzeczy ze stolika. Drobne odłamki rozprysły się w każdą możliwą
stronę.
Musiało być jakieś wyjście.
***
Przyrządzałem właśnie śniadanie. Jajecznica, taka, jaką Lily lubi
najbardziej. Była właśnie w łazience. Po wyjściu czekała ją miła niespodzianka.
Jednak czując dłonie na ramionach wiedziałem, że nici z niespodzianki.
- Od kiedy ty gotujesz, Niall? – zapytała, a ja wyczułem po tonie jej
głosu, że się uśmiecha.
Odwróciłem głowę w jej stronę i zostałem obdarzony pocałunkiem w kącik
ust. Odwzajemniłem uśmiech i wróciłem do przygotowywania posiłku.
- Od dawna – odpowiedziałem.
Zamyśliła się, ciągle nie puszczając moich ramion.
- Ilu rzeczy jeszcze o tobie nie wiem? – odezwała się w końcu.
Z ciągnąłem patelnię z ognia, wyłączyłem piecyk i zwróciłem się w jej
stronę, łapiąc ją w talii. Przycisnąłem usta do jej szyi.
- Wielu rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz, kochanie – wymruczałem, po
czym podniosłem głowę i ją pocałowałem.
***
Olśniło mnie. Uciekniemy. Musimy.
Inaczej nie mamy szans na wspólną przyszłość.
Od dobrej godziny próbowałem się
dodzwonić do Lily, ale nie odbierała. Mogę się założyć, że Logan jej nagadał coś
o tym, że niby z nią zrywam. Tylko że to było kłamstwo, jak wszystko, co jej o
mnie mówił. Westchnąłem i zacisnąłem oczy. Wystukiwałem palcami jakiś rytm na
telefonie. Zrezygnowałem z prób dodzwonienia się do niej i ruszyłem w stronę
sypialni, spakować najpotrzebniejsze rzeczy. Nie wiedziałem, czy będzie chciała
uciec ze mną.
Mogłem mieć tylko nadzieję, że
się zgodzi.
***
- Pocałuj mnie, Niall – wyszeptała.
Pochyliłem się nad nią i pocałowałem. Najpierw delikatnie, aby potem
przejść do namiętniejszego pocałunku. Moje dłonie były oparte na łóżku obok jej
bioder. W końcu się ode mnie oderwała i obdarzyła cudownym uśmiechem.
- Dziękuję – powiedziała. – Potrzebowałam tego.
Zaśmiałem się.
- Do usług – odpowiedziałem.
Usiadłem, a Lily położyła głowę na moich kolanach. Patrzyliśmy się
sobie tak w oczy przez bardzo długi czas. To było jedno z naszych ulubionych
zajęć. Wpatrywanie się w oczy ukochanej było niesamowitym doświadczeniem. To
było tak, jakbyśmy próbowali spojrzeć w głąb naszych dusz.
Nagle Lily podniosła rękę i przejechała nią lekko po moich ustach, po
czym przeciągnęła ją na policzek, ale ja przekręciłem głowę i pocałowałem
opuszki jej palców. Chciałem znaleźć jakąś wygodniejszą pozycję, więc
podniosłem jej głowę i wysunąłem się, żeby złapać ją za udo i talię, i
pociągnąć za sobą do oparcia. Byliśmy teraz w półleżącej pozycji. Wtuliła się
we mnie bardziej i pogładziła po policzku. Jej dotyk działał na mnie
elektryzująco.
Po prostu tak siedzieliśmy i patrzyliśmy sobie w oczy, uśmiechając się.
Jednak ja musiałem to zepsuć. Odsunąłem się, żeby zaraz nachylić się nad nią.
Kolejny pocałunek. Zaśmiała się.
- Jesteś niewyżyty! – krzyknęła cicho i ponownie pociągnęła moją głowę
w dół.
***
Wybiegłem z mieszkania i wsiadłem
do auta. Zapaliłem i docisnąłem gaz, żeby jak najszybciej dojechać do domu
Grey’ów. Jadąc, ciągle zaciskałem dłonie na kierownicy. Albo uderzałem pięścią
w deskę rozdzielczą, albo przejeżdżałem dłonią po włosach.
Zbliżałem się do jej domu.
Zaparkowałem tak, żeby nikt nie zauważył mojego samochodu. Cicho zamknąłem
drzwi i skradając się, podbiegłem pod jej drzwi na taras. Miałem szczęście, że
miała pokój na parterze. Nie wiedziałem, jak bym się wspiął. Przeszedłem przez
krzewy kwiatów i stanąłem w cieniu. Siedziała na swoim łóżku. Jej twarz nie
wyrażała żadnych emocji. Wiedziałem, że była sama, bo miałem idealne miejsce, z
którego widziałem cały jej pokój. Bawiła się palcami, ale oprócz tego nie
ruszała się. Coś mnie ścisnęło w środku na jej widok. Wyszedłem z cienia i
lekko stuknąłem w szkło. Szybko podniosła głowę. Widać było, że nie spodziewała
się mnie.
Wpatrzona we mnie wstała i
podeszła do drzwi. W tym samym momencie rozpłaszczyliśmy dłonie na szybie. W
tym samym miejscu. Gdyby nie to szkło, już dawno trzymałbym ją za rękę. Popatrzyłem
na nią. Nie wiedziałem, czy ze mną ucieknie. Moje serce biło nienaturalnie
szybko.
Nie wiem, czemu, ale w naszych
gestach było coś takiego… hm. Nie wiedziałem, jak to opisać. Zakazana miłość.
Romeo i Julia.
Zobaczyłem, że jej dłoń zjeżdża
na zamek drzwi. W myślach zacząłem się cieszyć jak dziecko, jednak nie okazałem
po sobie niczego. W końcu otworzyła te cholerne drzwi, które nas dzieliły.
Cicho wskoczyłem do pokoju i mocno ją do siebie przytuliłem.
- Wiedziałam – wyszeptała.
Czułem, że ciężko jej mówić. – Wiedziałam, że wrócisz.
Pogładziłem ją czule po głowie.
- Za bardzo cię kocham, żeby z
ciebie zrezygnować.
Podniosła na mnie załzawione
oczy. Uśmiechnąłem się pocieszająco.
- Uciekniesz ze mną? – zapytałem
cichutko. Nadzieja. Nadzieja. Nadzieja!
Na jej ustach pojawił się
delikatny uśmieszek.
- Już myślałam, że nigdy nie
zapytasz.
Zaśmiałem się.
- To szybko.
Odsunęła się ode mnie i podeszła
do szafy. Przyglądałem się jej ze zdziwieniem, gdy wyciągała dużą, podręczną
torbę. Pewnie wypełnioną ubraniami. Posłałem jej zdziwione spojrzenie, ale
zbyła mnie machnięciem ręki.
- Później – szepnęła. – Mój
ojciec przychodzi tutaj co godzinę, żeby sprawdzić, czy czasem nie uciekam.
Ściągnęła kurtkę z wieszaka,
założyła ją i ujęła moją wyciągniętą dłoń. Wziąłem jej torbę i wyszliśmy na
dwór. Zatrzasnęła za sobą drzwi i biegiem ruszyliśmy w stronę mojego wozu.
Otworzyłem jej drzwi. Wsiadła, a ja poszedłem ze swojej strony. Rzuciłem na
tylne siedzenie torbę i odpaliłem, zatrzaskując drzwiczki. Szybko wykręciłem i
chwilę później już pędziliśmy drogą.
- Lily – zacząłem. – Cokolwiek
twój ojciec ci powiedział o mnie, to nie było…
- Powiedział, że chciałeś się z
nim spotkać, żeby powiedzieć, że wyjeżdżasz i nie chcesz mieć już ze mną nic do
czynienia. – Przerwała mi. Miała opuszczoną głowę i wpatrywała się w swoje
dłonie. – Właściwie mu nie uwierzyłam, że zrobiło mi się tak… smutno.
Pokręciłem głową.
- Nigdy bym cię nie opuścił,
wiesz o tym, prawda? – zapytałem się. – To on chciał się ze mną spotkać. Powiedział,
że mam się z tobą nie spotykać, odjechać i nigdy nie wracać.
Uniosła głowę i zobaczyłem, że
się uśmiecha.
- Domyśliłam się – powiedziała.
Odwzajemniłem uśmiech i
przeniosłem wzrok na drogę.
- Na pewno tego chcesz? –
zapytałem po dłuższej chwili milczenia. Powinna się domyślić, że chodzi mi o tą
ucieczkę.
- Tak – odpowiedziała, patrząc na
mnie.
Położyłem dłoń na jej, splatając
nasze palce.
Jechaliśmy tak w ciszy, każdy
zatopiony we własnych myślach. Wyjeżdżaliśmy właśnie z miasta. Zacząłem hamować,
bo przed nami były światła. Świeciło się czerwone. Zerknąłem na Lily i okazało
się, że ma zamknięte oczy. Jej głowa opierała się o szybę. Uwielbiałem patrzeć,
jak śpi. Światło zmieniło się na zielone, więc ruszyłem. Droga była dobrze
oświetlona, jednak pusta. To dziwne o tej porze. Jednak nie zastanawiałem się
na tym, bo nagle przede mną zamajaczył jakiś samochód. Dobra marka, a do tego
wydawało mi się znajome. Te myśli momentalnie wyleciały mi z głowy, gdy
samochód zahamował, stając centralnie przede mną, uniemożliwiając mi tym samym
dalszą jazdę.
- Cholera! – powiedziałem cicho,
hamując dosyć gwałtownie.
Lily otworzyła oczy. Nie
wiedziała co się dzieje, ale przyznam, że ja też nie bardzo wiedziałem.
- Co się stało? – podniosła się
na fotelu, patrząc przez przednią szybę.
Też wpatrywałem się w auto przed
nami.
- To mój ojciec – wyszeptała z
przerażeniem.
Popatrzyłem na nią w szoku.
- To twój ojciec?! – zapytałem.
Gdzieś w środku czułem, że to się nie uda. – Szlag by to…
- Co robimy? – zapytała.
Zwróciłem wzrok w jej kierunku.
Była smutna. Ja też. Nie lubię, gdy ona jest smutna.
- Będę o nas walczył –
powiedziałem cicho. – Pamiętaj o tym.
- Niall? – spytała się, gdy
zobaczyła, że otwieram drzwi i zaczynam wysiadać. – Niall! Co ty robisz?!
Chciała złapać mnie za rękę, ale
się jej wymknąłem. Nie wiedziałem, co mnie do tego pcha, ale chciałem walczyć.
O nas. O nasz związek. O naszą miłość. Pochyliłem się jeszcze, patrząc jej
ostatni raz w oczy.
- Kocham cię. – To była prawda.
Kochałem ją, jak nic i nikogo innego na świecie.
Zauważyłem, że jej oczy zaszły
łzami.
- Niall, proszę, nie rób tego…
Jednak ja już zamknąłem drzwiczki
i ruszyłem w stronę ojca Lily, który wyszedł w czasie naszej wymiany zdań. Stał
na tle reflektorów swojego auta. Miał złożone ręce. I był zły.
- Nie pamiętasz, co ci mówiłem? –
zapytał, gdy stanąłem przed moim samochodem. Czułem na sobie wzrok Lily.
- Pamiętam – odpowiedziałem. Mój
głos nie zdradzał niczego, jednak w środku strasznie się bałem. Czy on może mi
coś zrobić?
- No i co?
- A słuchałeś mnie, jak mówiłem,
że ją kocham? – odparłem.
- Słuchałem. I powiedziałem, że
kiedyś i tak ją zostawisz. I myślę, że dzisiaj musicie się już rozstać.
Nim się obejrzałem, zbliżył się
do mnie i uderzył pięścią w twarz. Odrzuciło mnie do tyłu, ale utrzymałem
równowagę. Złapałem się za policzek. Wiedziałem, że będę nieźle poturbowany po
tym spotkaniu.
Nie mam pojęcia, dlaczego, ale w
moich myślach pojawiła się Lily. Nie, nie Lily – wspomnienie. To było na bardzo
wysokim wieżowcu. Jedno z naszych ulubionych miejsc. Pocałowałem ją w szyję.
Kolejne uderzenie, tym razem w
brzuch. Zgiąłem się w pół.
Podnoszę Lily na rękach i okręcam się z nią na koło własnej osi.
Łapie mnie mocno za ramiona,
podnosząc do pionu, po czym popycha mnie na maskę samochodu.
Przytulam Lily od tyłu i patrzymy na panoramę miasta.
Odciąga mnie od auta i rzuca na
ziemię.
Pokazuję Lily zaróżowione niebo podczas wizyty u niej.
Podnosi mnie z ziemi i ponownie
uderza w twarz.
- Tato!
Siedzimy na ławce w jej ogrodzie i przytulamy.
- Tato, zostaw go! Przestań!
Ktoś odciągnął mnie od Logana.
Odwróciłem się i zobaczyłem przerażoną twarz Lily.
- Idź – wyszeptałem.
- Niall…
Odsunąłem się od niej i wróciłem
do Logana. Uderzał mnie raz za razem. W tle słyszałem krzyki Lily. Wszystko
mnie już bolało, ale nie chciałem dać mu tej satysfakcji, że mnie wykończył.
Znowu popchnął mnie na maskę. Pod ramiona złapała mnie Lily, ale nie chciałem,
żeby na mnie teraz patrzyła. Czułem krew lecącą z rozciętej wargi i brwi. Mogłem
się założyć, że jestem cały posiniaczony. Splunąłem krwią.
- Zostaw go, tato! – Lily wyszła
przede mnie, ale ja ją odsunąłem.
- No – powiedziałem do Logana. –
Zrób to.
Chciałem, żeby to już się
skończyło.
I to już był koniec. Uderzył mnie
po raz ostatni. Najmocniej. Ten cios zwalił mnie z nóg. Opadłem na kolana.
Logan chciał jeszcze mnie kopnąć, ale Lily wkroczyła między nas. Jej ojciec
złapał ją za łokieć. Wyciągnąłem rękę, żeby ją złapać, ale odciągnął ją ode
mnie. Prowadził Lily w stronę swojego samochodu. Ona mu się wyrywała, jednak on
nie dawał za wygraną. Słyszałem jej krzyki. Chciałbym za nimi pobiec. Chciałbym
odzyskać Lily. Ale nie miałem sił. Prawda, właściwie się nie broniłem, ale
Logan mnie wykończył. Podparłem się rękami, żeby nie opaść twarzą na asfalt.
Mój oddech był ciężki.
Ostatnie, co usłyszałem, to
odjeżdżający samochód i krzyk Lily: ‘Niall!’
Przytuliłem ją mocniej do siebie.
- Niall?
- Mhm?
- Obiecasz mi coś? – spytała.
- Oczywiście, słońce.
- Nie zostawiaj mnie. Nigdy. Proszę.
Popatrzyłem w jej zielone oczy. Były pełne nadziei i miłości. Do mnie.
Uśmiechnąłem się i pogładziłem ją po policzku.
- Nigdy cię nie zostawię. Za bardzo cię kocham.
poniedziałek, 5 listopada 2012
2. Taking Over Me - oneshot. :)
Dam wam jednego oneshota do Oli :)
Najwyżej mnie zabije za to że to tu dałam, ale w sumie będzie ze mną prowadziła tego bloga, to może uda mi się przeżyć :))
Jest on o Zarrym :3
Zakochałam się w nim gdy tylko go przeczytałam ;)
Ola prowadzi też innego bloga. TUTAJ Pisze tam opowiadanie o Niamie ♥
No to, chyba tyle ;D Miłego czytania !
Myślę że po przeczytaniu tego oneshota pokochacie ją tak samo jak ja ♥
___________________________________________________
Najwyżej mnie zabije za to że to tu dałam, ale w sumie będzie ze mną prowadziła tego bloga, to może uda mi się przeżyć :))
Jest on o Zarrym :3
Zakochałam się w nim gdy tylko go przeczytałam ;)
Ola prowadzi też innego bloga. TUTAJ Pisze tam opowiadanie o Niamie ♥
No to, chyba tyle ;D Miłego czytania !
Myślę że po przeczytaniu tego oneshota pokochacie ją tak samo jak ja ♥
___________________________________________________
- Harry.
Usłyszałem swoje imię.
- Harry!
Znowu.
- HARRY!
I znowu.
- Haroldzie, jeśli zaraz nie wstaniesz, to przysięgam, coś ci zrobię.
Głos brzmiał
podobnie do głosu Zayna, ale to mogło mi się tylko wydawać. Przecież
Zayna nie było, wyjechał, skończył z One Direction. Zostawił nas. Mnie.
Nie mogło go tu być. A jednak, po otworzeniu oczu, zobaczyłem jego
twarz. Tą piękną twarz, której uroda zawsze zapierała mi dech w piersi.
Przypuszczam, że w moich oczach musiało się pojawić ogromne zdziwienie,
ponieważ Malik zaśmiał się i odsunął o krok od mojego łóżka.
- Nie przypuszczałeś, że wrócę, prawda?
Pokiwałem przecząco
głową. Na prawdę myślałem, że już nigdy nie wróci. A to była dla mnie
katorga. Już nawet ten tydzień bez jego osoby dał mi się we znaki. Bez
niego... straciłem ochotę do życia.
- Nie miałem
takiego zamiaru. Ale kocham to, co robię, i nie mógłbym z tego
zrezygnować - przerwał. - Nie mógłbym zrezygnować też z opuszczenia
zespołu... i ciebie.
Wpatrywałem się w
niego szeroko otwartymi oczami. Czy Zayn Malik właśnie powiedział, że
nie mógłby zrezygnować ze mnie? ZE MNIE? Dalej nie wiedziałem, co
powiedzieć. Tak jakoś miło mi się zrobiło. Nigdy nie powiedziałem
Zaynowi, że czuję do niego coś więcej niż przyjaźń. Więc co go zmusiło
do powiedzenia tego? A może ja po prostu znowu wymyślam? Może on to
powiedział w całkowicie innym sensie niż mi się zdaje?
- Hej, Haz, powiesz coś czy będziesz tak siedział i się na mnie gapił?
- Ee, przepraszam - bąknąłem. - Jestem po prostu zdziwiony.
Zapadła między nami
cisza. Spojrzałem na zegarek, żeby odwrócić swoją uwagę od mulata. Była
11.30 rano. CO ZAYN ROBIŁ NA NOGACH O TEJ PORZE?
- Zayn, co ty tu robisz, tak w ogóle?
Parsknął.
- Przed chwilą ci
powiedziałem, że nie mógłbym zrezygnować z tego wszystkiego. Słuchałeś
mnie, czy byłeś zajęty gapieniem się na mnie? - spytał z zadziornym
uśmiechem.
Zarumieniłem się
zapewne, bo Malik zaczął się śmiać. Nie jakoś wrednie czy coś. Po prostu
śmiał się, jakbym powiedział coś śmiesznego. Miło.
- No, ale wstawaj już, śpiąca królewno. Śniadanie czeka.
Ruszył do drzwi z uśmiechem na ustach, a ja rzuciłem w niego poduszką.
***
- Zayn, cieszę się,
że wróciłeś - powiedział Simon z uśmiechem. - Bez ciebie to nie byłoby
już One Direction, tylko Harry Styles, Niall Horan, Liam Payne i Louis
Tomlinson.
Chłopak tylko się
uśmiechnął. Siedzieliśmy wszyscy w studio. Mieliśmy obgadać co z
piosenkami bez Zayna, ale to już nie było potrzebne, ponieważ Zayn
wrócił. A Louis uśmiechał się do mnie jak idiota. No tak, tylko on
wiedział, co czuję do Zayna. Ale nie musiał tego ujawniać, debil jeden.
- Lou, czemu cieszysz się do Hazzy jak głupi do sera? - zapytał Niall.
Rzuciłem okiem w jego kierunku. Patrzył dziwnie na Tomlinsona, tak samo jak Liam i Zayn.
- Ach, tak jakoś.
Harry wie - odpowiedział i uśmiechnął się, jakby miał jakiś cholernie
dobry i niecny plan na załatwienie kogoś. Czasami mnie przerażał.
- Wiem? - zapytałem.
Tym razem spojrzał
na mnie z miną pod tytułem "Are you fucking kidding me?", a ja spuściłem
głowę, żeby nie zobaczył jak się śmieję. To samo zrobili chłopcy.
- Tak, Harry, wiesz.
- No, dobra. Wiem.
Odpuściłem
droczenie się z nim, ponieważ potem Niall, Liam i Zayn mogliby się
pytać, o co chodziło. A ja nie wiedziałem, jak im na to odpowiedzieć.
Niall westchnął i przewrócił oczami.
- Nie ważne. Zayn, tak się cieszę, że wróciłeś.
Wtulił się w
Malika, ja poczułem ukłucie zazdrości, a sam Zayn posłał mi krótkie
spojrzenie. Nie wiedziałem, co mogło oznaczać. Ale Zayn raczej nie był
gejem. To nie w jego stylu. Nie raz słyszałem, jak dobrze "bawił się" z
dziewczynami w pokoju za ścianą. W takich momentach zakładałem słuchawki
na uszy i wtulałem twarz w poduszkę. A na drugi dzień jakby nigdy
nic rozmawiał ze mną, śmiał się i przytulał. Ale nie mogłem mieć mu tego
za złe. W końcu nic nie wiedział o moich uczuciach.
- Harry, słuchasz nas?
Spojrzałem na Liama, który wpatrywał się we mnie zaniepokojonym wzrokiem.
- Tak, jasne, że słuchałem, Li.
Przyglądał mi się jeszcze chwilę, po czym ponownie zaczął mówić na temat piosenki.
- Ja sądzę, że powinniśmy trochę inaczej zacząć...
Zayn dzisiał
wyglądał wyjątkowo seksownie. Podobał mi się, gdy miał na sobie czarną
bokserkę, czarne rurki, a na to czerwoną koszulę. Był wtedy taki...
seksowny. Nie umiem go opisać inaczej.
-... na przykład Niall nigdy jeszcze...
Zerknął na mnie i
przygryzł wargę, wpatrując się w moje oczy z kanapy naprzeciwko. On po
prostu ociekał seksem! Jezu, Harry, ogarnij się. Chciałem odwrócić wzrok
od mulata, ale nie dało się. Poruszył śmiesznie brwiami, a ja
uśmiechnąłem się lekko i opuściłem oczy. Chciałem się skupić na tym, co
mówili chłopcy, ale to nie było takie łatwe, gdy osoba, którą
kochasz, patrzy na ciebie takim wzrokiem, jakby chciała cię zgwałcić tu i
teraz. No, nie oszukujmy się - Zaynowi bym na to pozwolił.
- Serio? Lou, to może być niezłe...
A gdyby chłopcy
teraz wyszli, zostawiając mnie i Zayna samych... Zayn wstałby powoli,
zacząłby się do mnie zbliżać, w końcu usiadł koło mnie, ciągle wpatrując
się w moje oczy. Objąłby mnie w pasie, przysunął twarz do mojego
ucha, szepnął, że mu na mnie zależy... Ponownie spojrzał w moje oczy, a
ja miałbym zawał serca. HARRY, ZBIERZ SIĘ DO KUPY, FACET!
- Ja wam mówię, z Harry'm jest coś nie tak.
Wyrwałem się z krainy fantazji i spojrzałem na Louisa. No tak, tylko on mógłby coś takiego powiedzieć.
- Wszystko ze mną w porządku.
Wszyscy się
zaśmiali, wszyscy oprócz Zayna, który ciągle wpatrywał się we mnie z
zagryzioną wargą, co, swoją drogą, strasznie mnie rozpraszało.
- Wątpię - powiedział Horan.
***
- Cały czas czujesz coś do Zayna, nie?
Sporzałem na
Louisa. Siedzieliśmy u nas w domu. Nie było szansy, żeby któryś z
chłopaków nas podsłuchał, bo cała trójka wyszła. Gdzie? Nie mam
pojęcia.
- Aż tak to widać?
Tomlinson się zaśmiał.
- Nie, po prostu ja tak dobrze cię znam. Podejrzewam też, Liam wie coś na temat tego, co Zayn czuje do ciebie, ale nie ważne...
Gwałtownie się
wyprostowałem. "Liam wie coś na temat tego, co Zayn czuje do ciebie".
Ale to nie możliwie, Zayn uważał mnie tylko i wyłącznie za przyjaciela.
Nie było szansy, żeby poczuł coś więcej. Ale spróbuję porozmawiać z
Liamem, tylko tak, żeby się nie zorientował.
- Zayn czuje coś do mnie?
- Nie wiem, Harry. Nie znam Zayna tak dobrze. Ale to każdy by zauważył, że nie jesteś mu obojętny.
Prychnąłem i odwrociłem głowę w drugą stronę.
- Nie jestem mu obojętny, tak samo jak ty, Liam i Niall. Ponieważ jesteśmy przyjaciólmi, Lou.
Chłopak westchnął.
- Myśl, jak tam chcesz. Jeszcze usłyszysz ode mnie "A nie mówiłem?", zobaczysz.
Zaśmiałem się, a Louis poszedł do kuchni.
***
- Liam.
Brunet podniosł
głowę znad telefonu. Pewnie pisał z Danielle. No cóż, przykro mi, ale
muszę przerwać tą jakże miłosną konwersację.
- Tak, Harry?
Stresowałem się.
Ale czemu? Przecież Liam to najbardziej tolerancyjny koleś jakiego znam.
Powinien zrozumieć, że nie podobają mi się dziewczyny.
- Em... Chciałem się zapytać...
Cholera, jak ująć to w słowa?!
- Zapytać... czy...
Liam uśmiechnął się ciepło, co dodało mi odwagi. Odetchnąłem i zacząłem od początku.
- Chciałem się zapytać, czy wiesz, co Zayn do mnie czuje.
Payne'a trochę
zamurowało. Wiedziałem, że nie spodziewał się takiego czegoś. Wpatrywał
się we mnie chwilę i uśmiechnął się wyrozumiale.
- Zależy ci na nim, prawda?
Ja jebie. To aż tak widać? Czułem, że zaczynam się rumienić, więc spuścilem głowę i usiadłem na jego łóżku.
- Och, Liam... Ale...
- Spokojnie, Harry. Nikomu nie powiem, że jesteś gejem.
Podniosłem szybko głowę i wpatrzyłem się w niego z niedowierzaniem. Fuck. To też aż tak widać?!
- Liam, co ty...
- Mnie nie oszukasz, Haroldzie - powiedział z uśmiechem, dalej patrząc na mnie ze zrozumieniem.
Raaany.
- I tak, wiem, co Zayn do ciebie czuje.
- Ale... czuje coś więcej, niż przyjaźń?
Uśmiechnął się chytrze.
- Tego ci już nie powiem. Musisz wiedzieć na razie tylko tyle, że to, czego się dowiesz, powinno cię zadowolić.
I wrócił do pisania
na iPhonie. Westchnąłem, wstałem i opuściłem jego pokój z jeszcze
większym bałaganem w głowie, niż jak tam wchodziłem.
***
Podobają mi się
imprezy u One Direction. Pełno ludzi, pełno alkoholu. Cały czas słychać
muzykę. Zdecydowanie lubię to. Byłem już trochę wstawiony, ale jeszcze
ogarniałem. Liam siedział spokojnie w kącie pokoju. Od naszej rozmowy w
jego sypialni rzucał mi krótkie spojrzenia i ciepłe uśmiechy, jakby
chciał mnie zapewnić, że jest dobrze. Louis już leżał koło wejścia do
kuchni. Ten to zawsze się schleje. Niall też wypił, chyba tyle co ja, i
właśnie tańczył na prowizorycznym parkiecie z jakąś ładną brunetką.
Szczęściarz. Nie żeby mi zależało. Mnie akurat dziewczyny nie obchodzą.
Ale nigdzie nie
widziałem Zayna. Ostatni raz mignął mi przed oczami jakieś pół godziny
temu. Był prawdopodobnie w takim stanie jak Niall czy ja, no,
przynajmniej trzymał się na nogach. Pewnie zaszył się w swoim pokoju z
dzisiejszą zdobyczą. Na moich ustach pojawił się smutny uśmiech.
- Za cholerną miłość, Haroldzie - powiedziałem i upiłem dość spory łyk Jacka Danielsa.
Ciepło rozlało się
po moim ciele z niesamowitą prędkością. Lubiłem być pijany, ponieważ
zazwyczaj moje problemy chociaż na jakiś czas znikały. Ale teraz było
inaczej. Cały czas miałem przed oczami Zayna przygryzającego wargę wtedy
w studio. Bolało mnie to, że prawdopodobnie teraz jest w łóżku z jakąś
pustą panną.
Moje myśli na ten
temat przerwał ktoś obejmujący mnie od tyłu. Poczułem znajome perfumy i
od razu zakręciło mi się w głowie. Gorzej niż po procentach. Co ten
chłopak ze mną robił.
- Szukałem cię, Harry - powiedział mi na ucho, a mnie przeszedł dreszcz.
Odwróciłem się w jego stronę. Widać było, że wypił, ale jako tako wyglądał.
- Chciałem pogadać.
Chciał pogadać? Teraz? Wariat.
- Teraz?
- Tak, teraz - powiedział, a w jego spojrzeniu zobaczyłem, że nie przyjmie odpowiedzi odmownej.
Pokiwałem głową.
Zayn złapał mnie za rękę, odwrócił się i ruszył w stronę schodów, lekko
się potykając. Rzuciłem ostanie spojrzenie na ludzi i zauważyłem
wpatrującego się we mnie i Malika Liama. Uśmiechał się radośnie i
pokazał mi kciuk w górę. Pokręciłem głową z uśmiechem na ustach i
skupiłem się na omijaniu ludzi leżących na podłodze. Gdy w
końcu dotarliśmy pod pokój Zayna, ten otworzył drzwi, wpuścił mnie
pierwszego, a gdy sam wszedł, zamknął drzwi na klucz. Było ciemno, więc
widziałem tylko zarys łóżka. No, teraz zaczyna działać Jack Daniels.
Koślawo podszedłem do łóżka i z westchnieniem opadłem na pościel.
Pachniała tym, co kochałem : Zaynem. Zamknąłem oczy, próbując odpędzić
ogarniające mnie procenty, gdy poczułem, że łóżko ugina się pod ciężarem
drugiego ciała.
- Harry? - szepnął mulat.
Zwróciłem głowę w jego stronę. Twarz miał zwróconą w moją stronę, a oczy, jak się domyśliłem, utkwione w mojej twarzy.
- Zayn?
- Wiesz, może to głupie, że rozmawiamy po pijaku, ale ja będę wszystko pamiętał.
- A ja nie.
Malik się zaśmiał.
- Obiecuję, że opowiem ci wszystko z naszej rozmowy.
- Obiecujesz?
- Obiecuję.
Uśmiechnąłem się.
- Więc o czym chciałeś porozmawiać?
- Ee... O.... - nabrał powietrza. - O nas.
Patrzyłem na niego,
ciągle nic nie rozumiejąc, ale moje serce biło jakby po długim biegu. I
wtedy przypomniała mi się rozmowa z Liamem. " Tak, wiem, co Zayn do
ciebie czuje." Zapytałem wtedy "Ale... czuje coś więcej, niż przyjaźń?" ,
a Payne tylko się uśmiechnął i odpowiedział : "Tego ci już nie powiem.
Musisz wiedzieć na razie tylko tyle, że to, czego się dowiesz, powinno
cię zadowolić." Fajnie. Więc teraz miałem się dowiedzieć, co Zayn do
mnie czuje? Teraz?! I nie pamiętać tego rano? Jezu. To nie fair.
- O nas? - zapytałem, wstrzymując oddech.
- Harry, ja wiem, że ty coś do mnie czujesz.
No i masz przyjaźń Louisa i Liama. Dziękuję wam bardzo. Już chciałem coś powiedzieć, ale mi przerwał.
- I wiesz, ja czuję to samo.
Patrzyłem na niego z
niedowierzaniem. Czy TEN Zayn Malik właśnie powiedział mi, że też mnie
kocha? O ja. To nie możliwe. To nie może być prawda. Rany, rany, raaany!
Próbowałem się opanować.
- Co masz na myśli? - zapytałem cicho.
- Dobrze wiesz,
Harry - uśmiechnął się. - Też cię kocham, i mogę z czystym sumieniem
powiedzieć, że zrobiłbym dla ciebie wszystko.
Nie wiedziałem, co
odpowiedzieć. Zayn mnie kocha. To czemu co chwilę słyszałem jego zabawy z
dziewczynami? To głupie. Ale cóż, Zayn mnie kocha! Moje marzenia się
spełniły. Nie pojmowałem tego uczucia, ale nie chciałem się nad tym
teraz zastanawiać.
- Wow, Zayn ja...
Nie dokończyłem, bo
poczułem usta Malika na swoich. ZAYN MNIE CAŁUJE! Ten wieczór nie mogł
być lepszy. Oddawałem każdy pocałunek, czując taką ekstazę jak jeszcze
nigdy wcześniej. Usiadł na mnie okrakiem i zaczął bawić się
guzikami koszuli, którą miałem na sobie. Nawet nie wiem, kiedy ją
rozpiął, ale czułem jego dłonie na brzuchu i klatce. Oderwał się
na chwilę od moich ust, ściągnął z siebie koszulkę, a ja już wiedziałem,
czemu zakluczył drzwi. Uśmiechnąłem się lekko i zaparło mi dech na
widok jego męśni, ale ponownie złączył nasze usta. Posuwał się coraz
dalej, kolejne części naszej garderoby znalazły się na ziemi. Podobało
mi się to. Poddałem mu się.
Przejął nade mną kontrolę.
***
Obudziłem się ze
strasznym bólem głowy. Nie ma to jak kac. Nie otwierałem oczu, ale
poczułem, że jest jakoś inaczej. Nie byłem w moim łóżku. Zawsze rano
świeciło na mnie słońce, a teraz nie. I czułem też jakiś cudowny
zapach.
Zapach Zayna.
Otworzyłem oczy i
zobaczyłem Malika śpiącego obok mnie. Uśmiechnąłem się na jego widok,
ale zaraz pojawiły się pytania. Co ja robię w łóżku z Zaynem? W jego
pokoju? I czemu, do cholery, jestem nagi?! Pamiętam tylko to, gdy Zayn
mnie objął, a potem nic. Tylko nie wyraźne przebłyski, w tym Zayna
leżącego obok mnie w ciemnościach i jego słowa "Obiecuję". Co tu się
działo?
Wstałem cicho, żeby
nie obudzić mulata. Szybko ubrałem moje bokserki, wziąłem ubrania i z
szokiem wymalowanym na twarzy opuściłem jego pokój. Czy ja spałem z
Zaynem? Boże.
On mnie
znienawidzi. Szlag! Za co?! Chociaż nie wiem, co się stało, to nie była
moja wina! To wszystko zaczął pijany Zayn! Ja tylko nie byłem w stanie
mu się oprzeć. Cholera. CHOLERA! Przeszedłem przez korytarz ze łzami w
oczach. Zamknąłem za sobą drzwi mojego pokoju i rzuciłem się na łóżko.
To okropne. Kocham Zayna jak nikogo innego, a on ma mnie
teraz znienawidzić? Jezu. Pewnie zacznie mnie wyzywać, każe mi się
wynosić, chłopaki będą go starali się uspokoić, a ja, żeby było lepiej,
wyjdę, wezmę moje rzeczy i odejdę. Tak będzie lepiej, nie dla mnie, dla
Zayna, a on jest ważniejszy.
***
*Z PERSPEKTYWY LIAMA*
Zapukałem do pokoju Harry'ego. Wszyscy byli już w miarę ogarnięci, a jego jak nie było, tak nie ma.
- Harry?
Usłyszałem szmer, a
po chwili drzwi się otworzyły. Stał za nimi Styles, w samych
bokserkach, zmarnowany i, co najgorsze, z ogromnym bólem na twarzy.
Zacząłem się o niego jeszcze bardziej martwić.
- Wszystko w porządku?
Spuścił głowę i pokiwał przecząco głową.
- Och, Harry...
Pozwoliłem sobie
wejść do pokoju, zamknąłem drzwi i podszedłem za loczkiem do łóżka.
Usiadłem koło niego i zacząłem mu się przyglądać. W końcu odezwał się :
- Czy... czy Zayn jest na... na dole?
Pokiwałem głową i wiedziałem, że coś się między nimi stało.
- Harry, powiedz, co się dzieje.
Westchnął.
- Nie wiem, Liam, nie mam pojęcia.
Waptrywał się w
swoje ręce. Biedny Harry. Nigdy nie pamięta co się działo, gdy jest
pijany. Pewnie do czegoś między nimi doszło, a Harry tego nie pamięta.
- Pamiętasz coś, Haz?
- Pamiętam, jak na
dole Zayn mnie objął i zaczął gdzieś prowadzić, leżeliśmy u niego na
łóżku, a potem nic - mówił cichym głosem.
Już wiedziałem, dlaczego Zayn jest w takim dobrym humorze. Pewnie przespali się ze sobą, a Zayn wszystko pamięta.
- Aha - odezwał się loczek. - Pamiętam jeszcze jego słowo "Obiecuję", ale co on mi obiecuje, to nie wiem.
- Też nie wiem, Harry, ale nie martw się.
- Boże, Liam, on mnie znienawidzi...
- Przestań! Nie możesz tak mówić! Najlepsze, co możesz teraz zrobić, to z nim pogadać.
Pokiwał głową i przytulił się do mnie. Biedny Harry.
*Z PERSPEKTYWY ZAYNA*
Liam przyszedł z
Harry'm, a do mnie wróciły wspomnienia z ostatniej nocy. Rany, kocham
tego chłopaka. Nie wiem co mnie wczoraj naszło, ale stwierdziłem, że
Harry musi się dowiedzieć o moich uczuciach. A wiem, że on też mnie
chyba kocha, bo Liam jest taki dobry, że mi to powiedział, żebym się nie
zamartwiał.
- Cześć -
powiedział loczek. Spojrzał na wszystkich, a gdy jego wzrok padł na
mnie, trochę się zarumienił i spuścił głowę. Mogę się założyć, że nie
pamięta, co robiliśmy. Nigdy nic nie pamięta.
- HARRY! - Louis jak zwykle rzucił się na niego.
- Cześć - odparłem razem z Niallem i uśmiechnęliśmy się do siebie z blondynem.
Zjedliśmy
śniadanie, a ja postanowiłem, że muszę porozmawiać ze Stylesem.
Obiecałem mu wczoraj, że opowiem wszystko z naszej rozmowy. Gdy chłopcy
gdzieś wyszli, a ja zostałem sam z loczkiem, postanowiłem zacząć
działać. Ruszyłem do jego pokoju, gdzie poszedł zaraz po śniadaniu.
- Harry! - zawołałem, czując, jak zaczynam się denerwować, i wpadłem do pokoju chłopaka.
Hazza leżał na
łóżku i wpatrywał się w drzwi z wyraźnym przerażeniem. Świetnie, Zayn,
wystraszyłeś go samym swoim wejściem. Zaaajebiście.
- Zayn! Co jest z tobą nie tak?! Skradasz się, a potem wskakujesz do pokoju jak jakiś... nie wiem... Jaki kretyn!
Zaśmiałem się. Cały Harry.
- Przepraszam.
Loczek ponownie
opadł na łóżko, a ja powoli położyłem się koło niego. Nie wiedziałem, od
czego zacząć. Trudne. Nie codziennie mówi się komuś, że się go kocha.
- No więc...
- No więc... - powtórzył.
- Ehm... Harry, więc.. Pamiętasz coś z wczoraj?
Zerknął na mnie spod przymróżonych powiek. Ciepło.
- Tylko to, jak mi coś obiecałeś, i potem dopiero rano, jak obudziłem się... z tobą w łóżku.
Zarumienił się. Gosh, jaki on słodki.
- Zayn, czy my... ?
Nie dokończył, ale wiedziałem, o co mu chodziło.
- Tak.
- Aha.
- No.
- Fajnie - powiedział po chwili ciszy.
Fajnie? Dla mnie to za mało powiedziane.
*Z PERSPEKTYWY HARRY'EGO*
- Fajnie - podsumowałem.
Trudno udawać, że
nie jestem podniecony. No bo ZAYN MALIK, MIŁOŚĆ MOJEGO ŻYCIA, LEŻY KOŁO
MNIE NA ŁÓŻKU I MÓWI MI O WCZORAJSZEJ, WSPÓLNIE SPĘDZONEJ NOCY. A co
najlepsze, widzę, że mu się podobało.
- No.
- No to... Co mi obiecałeś, Zayn?
- Że opowiem ci wszystko z naszej rozmowy.
No tak, pewnie
przewidziałem wczoraj, że nie będę o niczym pamiętać. Dobrze. Chcę się
dowiedzieć, co się między nami stało, ale przecież... Nie będzie mi
opowiadał o tym, co robiliśmy u niego w sypialni. To za bardzo
krępujące.
- Opowiesz?
Odetchnął.
- Powiedziałem ci, że wiem, że mnie kochasz, i że ja czuję to samo.
Trochę tak...
dziwnie. Ale... fajnie. Kurde. Zayn mnie kocha. Zayn mnie kocha! ZAYN
MNIE KOOOOOCHA! Harry, ogarnij się! On cię kocha, ale nie możesz
zachowywać się jak zakochana nastolatka. Cały czas wpatrywałem się w
jego czekoladowe oczy, a to nie pomagało, wręcz przeciwnie - strasznie
mnie rozpraszało.
- Ee...
- Dobrze się czujesz?
- Tak - odparłem słabo, ciągle nie mogąc uwierzyć w miłość Zayna do mnie. - A czemu?
- Jakiś taki blady się zrobiłeś.
- Och.
Och. OCH. Genialnie. Gratuluję inteligencji, Haroldzie.
- Harry, ja przepraszam, jeśli ty nic do mnie nie czujesz, a ja się narzucam...
Nic do niego nie
czuję? Głupi jest czy co? Jak mogę nic do niego nie czuć? On jest dla
mnie wszystkim. Kocham go najbardziej na świecie i nie ogarniam tego
uczucia! Bez niego nie istnieję. A on mówi "jeśli ty nic do mnie nie
czujesz".
- Zayn, przestań.
Nie wierzę, że miłość przejmuj nade mną kontrolę.
- Kocham cię, Zayn. Zawsze myślałem, że to ty tylko uważasz mnie za przyjaciela. Nigdy bym nie pomyś...
Przerwały mi usta
Zayna. Tak cudownie nigdy się nie czułem. Jakby nie istaniało nic, poza
nami. Jakbym był wolny od wszystkich problemów i zmartwień. Chciałbym
czuć się tak już zawsze. Poza tym, facet świetnie całuje. Ale Zayn
musiał się ode mnie oderwać.
- Też cię kocham, Harry.
Uśmiechnąłem się, a on poszedł za moim przykładem. Kocham jego uśmiech. Właściwie, to kocham w nim wszystko.
- Zayn, a co z tymi wszystkimi dziewczynami, które były z tobą w łóżku?
To mnie interesowało najbardziej. Przecież Zayn miał co chwilę inną dziewczynę.
- One były tylko
zapomnieniem. A właściwie, próbą zapomnienia. Kocham cię, Harry, już od
dawna, ale myślałem, że ty nic do mnie nie czujesz, więc chciałem
zapomnieć, ale nie da się zapomnieć osoby, która jest dla ciebie
wszystkim.
Otarł pojedynczą łzę, a ja dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że ona się tam pojawiła.
- Nigdy nie będziesz przeze mnie płakał - wyszeptał i złożył czuły pocałunek na moich ustach.
- Obiecujesz?
Uśmiechnął się na wspomnienie obietnicy z wczorajszego wieczoru.
- Obiecuję, Harry.
Wpił się w moje usta.
Miłość przejęła nad nami kontrolę.
Zrozumiałem
wtedy, że dla takiej najprawdziwszej miłości można przejść przez piekło.
A dla mnie piekłem było życie bez Zayna. On był moim światłem, moim
powietrzem, moim wszystkim.
I gdy tak trzymał mnie za rękę, czułem, że moje życie drastycznie się zmieni. Na lepsze.
Kocham cię, Zayn.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
