piątek, 18 stycznia 2013

21. I Wish. Cz. 2

 Heej ;) 
Wiem, że dawno nic nie było, ale już to naprawiam. 
Postanowiłam podzielić tego imagina na 3 części, bo nie mam go jeszcze całego napisanego, a trzeba coś dodać i podziękować Wam za ponad 10000 wyświetleń! Yeaah! Nawet nie wiecie ile to dla nas znaczy. xx
Naprawdę baardzo Wam dziękujemy i wiedzcie, że Was wszystkich kochamy ♥
Gdyby nie Wy, to ten blog by w ogóle nie istniał ;)
Dziękujemy również za komentarze, oczywiście mogłoby ich być trochę więcej, ale nie jest źle ;)

Love You All ♥
~Evie.xx
________________________________________________________________ 


   -Cześć Zayn, chyba musimy porozmawiać- Chwila ciszy... No jasne, najlepiej się nie odzywać. Tchórz- Ja chcę ci tylko powiedzieć...

   -Nie, to ja muszę coś powiedzieć- Tak musisz...- Tak dla jasności. Ja nie zerwałem z Perrie przez ciebie. Ty byłaś tylko jednym z wielu powodów, dla których to zrobiłem. Dzięki tobie zdałem sobie sprawę z tego, że jej nie kocham, że jestem z nią tylko dlatego... w sumie nie wiem dlaczego. Nie było niczego co by mnie przy niej trzymało.

   -Naprawdę jesteś strasznie samolubny.

   -Dlaczego? Miałem z nią być tylko dla litości? Ty byś tego chciała? Bo ja nie bardzo.

   -To dlaczego nie zerwałeś z nią wcześniej?

   -Bo miałem nadzieję, że jeszcze coś do niej czuję, ale nie. Już nic nie ma. Wszystko wygasło. To dzięki tobie się o tym przekonałem.

   -Ale ty mnie nie znasz.

   -Ale chcę cię poznać. Mam nadzieję, że mi pozwolisz. Mam nadzieję, że ty też chcesz.

   -Nie Zayn. Przykro mi, naprawdę, ale ja nic nie czuję.

   -Rozumiem, potrzebujesz czasu.

   -Nie. Nie potrzebuję czasu. Ja nie będę z tobą. To się nie uda.

   -Dobra, rozumiem- Chyba naprawdę rozumiał- Nie potrzebnie ci o tym mówiłem- A jednak nie rozumiał.

   -Przykro mi.

   -Nie, mi jest bardziej. Przeze mnie już zawsze będziesz miała plakietkę tej złej, która zniszczyła mój związek z Perrie.

   -Tak, zdaję sobie z tego sprawę, ale to nie przez ciebie- Spuściłaś głowę w dół, by uciec od jego spojrzenia.

Gdyby tylko się dało...

Poczułaś lekki podmuch i usłyszałaś kroki, a potem cisza. Oparłaś się o ścianę i osunęłaś na ziemię, a twarz ukryłaś w dłoniach. Chciałaś uciec przed wszystkimi. Chciałaś zniknąć. Kilka minut później poczułaś czyjąś dłoń na ramieniu. Podniosłaś głowę , a nad tobą stał Lou.

   -Zostaw mnie...

   -To jest mój dom i nie zostawię cię. Powiedz co się stało- chłopak zajął miejsce obok ciebie i spojrzał ci w oczy. Wydawało ci się to dziwne, więc znów spuściłaś wzrok.

   -Ja chyba powinnam już iść.

   -Ale zmokniesz.

   -Wysuszę się w domu- Stanęłaś i odwróciłaś się w stronę drzwi- Lepiej, żebym już szła.

   -Pozwól, że cię zawiozę.

   -Nie!- Odwróciłaś się, przez co znalazłaś się kilka centymetrów przed nim.

   -Dlaczego?

Głupie pytanie.

   -Jak to dlaczego? Wyobrażasz sobie co by było, gdy zobaczyli nas razem i w dodatku odjeżdżających z waszego domu? Już i tak mają o mnie złe zdanie. Nie chcę by było gorzej. Zrozum mnie.

   -Rozumiem, ale nie chcę, żebyś była przeze mnie chora.






   -Nie wiem, czemu się zgodziłam. Patrz ile ich tu jest!- Zatrzymaliście się parę metrów od wejścia do twojego mieszkania. Nie zauważyli was jeszcze, ale prędzej, czy później tak się stanie.

   -Nie martw się. Zrobimy tak. Ja wyjdę z samochodu i ich odciągnę, a ty wejdziesz do mieszkania.

   -Ale oni się zorientują, że przyjechaliśmy razem.

   -Nie zorientują się. Dobra ja idę. Jak będzie pusto to możesz iść.

   -Dziękuję- Bez zastanowienia pocałowałaś go w policzek, ale potem się odsunęłaś widząc jego wyraz twarzy. Był zdziwiony, speszony i zadowolony?

Nawet o tym nie myśl...

Louis wyszedł z samochodu i ruszył w kierunku przeciwnym do twojego mieszkania. Było tak jak planował. Wszyscy ruszyli za nim, a tym miałaś łatwe dojście do mieszkania. Przebiegłaś dzielącą cię odległość do drzwi i otworzyłaś je. Niall miał rację. Musiałaś kupić nowe mieszkanie. Przekręciłaś klucz w drzwiach i ściągnęłaś płaszcz i buty. Usiadłaś na kanapie i włączyłaś laptopa, ale zaraz go wyłączyłaś, bo wszędzie były twoje zdjęcia.

Niech oni już się odczepią!

Wzięłaś czystą pidżamę i bieliznę i poszłaś do łazienki. Ściągnęłaś koszulkę Louisa i przypomniałaś sobie o swojej, która została u nich. Trudno. Weszłaś pod prysznic z nadzieją, ze wszystko będzie dobrze.



~NASTĘPNY DZIEŃ, RANO~



    Dzisiaj budzik nie zawiódł i zadzwonił równo o siódmej. Wyszłaś z łóżka, przeciągając się. Weszłaś do łazienki i przepłukałaś twarz zimną wodą, by się rozbudzić. Szybko się ubrałaś i zjadłaś śniadanie. Byłaś gotowa do wyjścia. Oczywiście nie mogło się obyć bez przepychania między fotografami, którzy już od piątej czekali przed mieszkaniem. Dziwne, że im się chciało. Gdy parkowałaś przed biblioteką było strasznie cicho. Jak nigdy. Weszłaś do środka i też nic nie słyszałaś. Odwiesiłaś a wieszaku kurtkę i przeszłaś do pokoju szefowej. Zapukałaś do drzwi i chwilę potem przed tobą ukazała się niska, starsza kobieta.

   -Jesteś już. To dobrze. Będziesz dzisiaj sama prowadzić bibliotekę, bo ja nie jestem w stanie.

   -Coś się stało? Zadzwonić po pogotowie?

   -Nie, ze mną wszystko dobrze- Dopiero teraz zauważyłaś, że jest ubrana na czarno. Zawsze u niej dominowały pastelowe kolory, a teraz była sama czerń. Ktoś z jej rodziny musiał umrzeć, ale kto?

   -Przepraszam. Może chciałaby pani jechać do dom? Ja się wszystkim zajmę.

   -Do domu? Do pustego domu...- Na jej policzku pojawiła się pojedyncza łza, ale zaraz ją przetarła. Nie wytrzymałaś napięcia i ją przytuliłaś. Najpierw się zdziwiła i stała sztywno, ale potem się rozluźniła i oddała uścisk. Było jej to teraz potrzebne. Już wiedziałaś kto umarł. Mieszkała tylko z mężem, więc to musiał być on. Odsunęła się od ciebie i odwróciła tyłem.

  -Teraz już idź.- Tak, stara niemiła szefowa wróciła. Hura! Zrobiłaś to co kazała. Nie miałaś innego wyjścia. Otworzyłaś bibliotekę, zrobiłaś sobie kawę i usiadłaś za długim biurkiem. Twoją pasją zawsze było czytanie, więc praca w bibliotece to idealne zajęcie dla ciebie. Rozmawianie z ludźmi, którzy tak jak ty to uwielbiają, poznawanie nowych ciekawych opowieści, charakterystyczny zapach starszych książek... Czego więcej chcieć?

Spokoju...



~WIECZÓR~



   -Do widzenia!- krzyknęłaś w przestrzeń i zamknęłaś za sobą drzwi. Ten dzień był wyjątkowo nudny. Chociaż żaden dzień nie przebije wczorajszego. Wsiadłaś do samochodu i podjechałaś pod mieszkanie. Zdziwiło cię to, że nikogo tam nie było. Coś się musiało stać, bo tak łatwo by nie odpuścili. Wysiadłaś z samochodu i ruszyłaś do drzwi. W środku wyciągnęłaś telefon z kieszeni i włączyłaś go, bo w pracy jest zakaz włączonych telefonów. Miałaś trzy nieodebrane wiadomości głosowe. Włączyłaś je ściągając buty.



[t/i] tu Riley. Zadzwoń, jak wrócisz z pracy, to ważne.”



Wiem, że już skończyłaś. Proszę zadzwoń, albo odbierz.”


Nie wiem co jest ważniejsze ode mnie, ale zostaw to i odbierz tej cholerny telefon!”



Trochę zdziwiły cię te wiadomości, więc od razu wybrałaś numer przyjaciółki. Odebrała po trzech sygnałach.

-No nareszcie! Co robiłaś?- Nie byłą zdenerwowana, ani smutna, czyli nic złego się nie stało.

   -Byłam w pracy.

   -Tak długo?

   -Tak, bo szefowej mąż umarł i ja zastąpiłam.

   -Co się stało?- Miałaś wrażenie, jakby unikała tego, co chciała ci powiedzieć.

   -Nie wiem. Chciałaś mi coś ważnego powiedzieć.

   -Nie. Znaczy tak, ale już nieważne...

   -Co się stało? Mów!

   -Nic się nie stało.

   -Nie chcesz mówić, to nie mów, ale ja już muszę kończyć. Do zobaczenia- Nie czekając na jej odpowiedź rozłączyłaś się. Byłaś wyczerpana. Chciałaś jak najszybciej znaleźć się w łóżku i iść sapać, ale wiedziałaś, że i tak nie zaśniesz. Przebrałaś się w luźny dres, zrobiłaś sobie kawę i włączyłaś internet. Przeraziłaś się. Wszędzie znów były twoje zdjęcia, ale na tych wychodziłaś z samochodu Louisa w jego koszulce, którą było widać, bo nie zapięłaś płaszcza. Starałaś się unikać tych zdjęć. Coraz lepiej ci to wychodziło. Nie chciałaś jeszcze bardziej się denerwować. Sprawdziłaś wiadomości na twitterze. Większość wiadomości miała cię obrazić, ale nie wszystkie. Niektórzy pisali, że cieszą się, że Zayn i Perrie się rozstali i dziękowali ci za to.

I to są prawdziwi fani?

Nie wiedziałaś już co gorsze. Przejrzałaś jeszcze raz wiadomości i się zasmuciłaś. Nie było nic ani od Zayna, ani od Louisa. W sumie pewnie już o tobie zapomnieli, a szczególnie Louis. Oni mają tyle spraw na głowie. Usunęłaś wszystko i zamknęłaś komputer. Wzięłaś szybki prysznic i wróciłaś do dużego pokoju po telefon, który zostawiłaś na stole. Sprawdziłaś godzinę. Dochodziła 20. było jeszcze wcześnie, żeby iść spać, ale nie miałaś co robić więc przebrałaś się w pidżamę, zrobiłaś popcorn, usiadłaś na kanapie i włączyłaś film. Dawno nie oglądałaś telewizji, więc teraz mogłaś się tym nacieszyć. Żeby nie zasnąć włączyłaś horror, ale nawet przy tym mogłaś spać.



    Obudziłaś się przed trzecią, bo słyszałaś jakieś dźwięki. Ktoś dzwonił do twoich drzwi. Zeszłaś z niewygodnej kanapy i otworzyłaś gościowi. W progu ukazał się Louis.

   -Co ty tu robisz?! Głupi jesteś?!

   -Nie chciałem cę obudzić...

   -Jakbyś nie chciał, to byś nie przychodził w nocy. Coś się stało?

   -Mogę wejść?- Odsunęłaś się wpuszczając chłopaka do środka.

   -Stało się coś?-Powtórzyłaś pytanie- Ty też wyglądasz, jakbyś się dopiero co obudził.

   -Nie, ja nie spałem. Nie umiałem zasnąć.

   -No dobra, mów o co chodzi, bo się zaczynam bać.- Zapadł cisza. Nikt nic nie mówił. Nikt nie miał zamiaru czegoś powiedzieć. Usiadłaś na kanapie, w tym miejscu, w którym spałaś i spojrzałaś na Lou.

   -Jak już się zdecydujesz powiedzieć mi to, co mi powiedzieć chciałeś, to mnie obudź- Położyłaś głowę na poduszce i poczułaś jego palce na twojej twarzy. Spojrzałaś na niego zmrużonymi oczami, a potem usłyszałaś jego szept, ale nie zrozumiałaś go.

   -Co mówiłeś?- Spojrzał ci w oczy.

   -Nic nie mówiłem- Nie miałaś siły, ani ochoty wypytywać go o to. Zamknęłaś oczy i znów znalazłaś się w swoim małym świecie, gdzie wszystko było łatwe i idealne. Jedno się tylko zmieniło. Nie wiadomo skąd znalazł się tam Lou.

Obudziłaś się po ósmej cała obolała. Weszłaś do sypialni i ściągnęłaś ubranie. Otworzyłaś szafę, żeby wyciągnąć jakieś czyste ubrane, wtedy usłyszałaś pukanie do drzwi. Przypomniałaś sobie wydarzenie z nocy.

   -Louis?

   -Tak, to ja, mogę wejść?

   -Poczekaj, tylko się ubiorę- Szybko włożyłaś dżinsy, długą koszulkę, a na to bejsbolówkę- No wejdź- Przeraził cię widok jego twarzy. Wyglądał jakby całą noc nie spał.

   -Zrobiłem śniadanie i chciałbym z tobą porozmawiać.

   -Spałeś tu?

   -Nie. W ogóle nie spałem. Siedziałem obok ciebie i myślałem, a poza tym to nie miałem gdzie spać.

   -A czemu nie pojechałeś do domu?

   -Wolałem się tam nie pokazywać.

   -Coś się stało?

   -Zayn... On podsłuchał moją rozmowę z Harrym i się na mnie wkurzył.

   -I dlatego tu przyjechałeś?

   -Nie, przyjechałem, żeby z tobą porozmawiać. Żeby ci coś powiedzieć, ale stchórzyłem. Chyba poczekam trochę.

   -Lou, co ty masz na myśli?- Weszliśmy do kuchni.

   -Nic, ja po prostu...-Spuścił wzrok- Lepiej jedz, bo będzie zimne- Spojrzałaś na stół. Leżał na nim talerz z jajecznicą.

   -Jadłeś już?

   -Nie, nie jestem głodny.

   -Louis, powiedz mi o co chodzi. Nie śpisz, nie jesz, przyjeżdżasz do mnie w środku nocy...

   -Byłaś kiedyś zakochana?- Zdziwiło cię to pytanie, ale wszystko by wyjaśniało. Poczułaś uścisk w żołądku i brakło ci oddechu. On to chyba zauważył, ale postanowiłaś robić dobrą minę do złej gry.

   -Louis! Jak ja się cieszę!- Uściskałaś go- Kim ona jest?

   -Poznałem ją niedawno. Jest ładna, miła i polubiłem ją. Nawet bardzo. Tylko jest jeden problem.

   -Jaki?

   -Mój przyjaciel tego nie akceptuje.

   -Zayn? To usłyszał? Że się w kimś zakochałeś?

   -Tak. Tylko nie wiem co ona czuje. Obawiam się, że nic.

   -Zapytaj się jej. Wiem, że to brzmi banalnie, ale powiedz jej, że się zakochałeś. To jest najlepsze wyjście. Ty będziesz miał pewność, a ona świadomość.

   -Dziękuję. Wiesz, tylko ciebie mogłem o to zapytać. Chłopaki by nie zrozumieli.

   -Jasne, nie ma sprawy. Wiesz co, jedź do niej teraz- To było trochę niemiłe, ale nie mogłaś dłużej udawać. Nie dałabyś rady- Ona na pewno ucieszy się na twój widok. Powiedz jej o wszystkim, a potem zadzwoń do mnie i powiedz jak poszło.

   -Nie, jeszcze nie teraz. Najpierw muszę pogadać z Zaynem.

   -Jak wolisz, a i dziękuję za śniadanie. Obiecaj mi coś.

   -No?

   -Jak przyjedziesz do domu, to coś zjesz i pójdziesz spać.

   -No nie wiem...

   -Obiecaj, bo już nigdy więcej ci nie pomogę z dziewczynami.

   -No dobra, ale chcę coś w zamian.

   -Co takiego?

   -Daj mi twój numer telefonu

   -Nie daję pierwszej lepszej osobie numeru telefonu, wybacz.

   -Ja nie jestem pierwszą lepszą osobą. Ja jestem Louis, który, jak nie dostanie tego numeru, to nie będzie jadł i spał- Zmrużyłaś oczy i spojrzałaś na niego.

   -Okej, ale jak komuś go dasz. Nikt ma go nie mieć. Nawet chłopaki!

   -Obiecuje-Uśmiechnął się, a ty podałaś mu ten numer i zaprowadziłaś do drzwi. Gdy się już ubrał to cię objął na pożegnanie.

   -Do zobaczenia i kocham cię...- Nie zdążyłaś zareagować. Bo zamknął za sobą drzwi. Gdy dotarło do ciebie, co on powiedział wyszłaś na zewnątrz, ale on już odjeżdżał.

   -Pa...- Zamknęłaś drzwi i oparłaś się o nie plecami. Znowu ścisnęło cię w żołądku, ale tym razem to uczucie było przyjemne. Zamknęłaś oczy i osunęłaś się na podłogę. Dobiegły cię wątpliwości. Znałaś go tylko dwa dni. Znaczy dłużej go znałaś. Wiedziałaś o nim wszystko, bo byłaś fanką ich zespołu, ale osobiście nie znaliście się zbyt długo. Nigdy nie wierzyłaś w miłość od pierwszego wejrzenia, ale teraz chyba zaczęłaś.

Z zamyśleń wyrwał cię telefon. Odebrałaś i usłyszałaś dobrze znany ci głos...

11 komentarzy:

  1. Musiałaś tutaj przerywać no? :C Kocham ten imagin i proszę szybciutko o następną część <3 Poinformowałabyś mnie o nowych notkach na blogu lub TT? Z góry dzięki xx

    P.S. Zapraszam na nowy, 22 rozdział na moim blogu - hungry-for-love-and-happiness.blogspot.com :) Jest on z perspektywy Jessicy - mam nadzieję, że wpadniesz i zostawisz po sobie jakąś pamiątkę xx

    "(..) Nie sądzę, aby kiedykolwiek pamięć mu wróciła, bo prawdopodobieństwo na to jest bardzo małe, jednak w końcu nadzieja matką głupich. Wszyscy szczęśliwi tańczyli w wolnym tańcu ze swoją drugą połówką, a ja jak zwykle sama jak palec siedziałam na kanapie i tylko się patrzyłam na innych. Przytuliłam się do poduszki, położyłam się na kanapie i zamknęłam oczy, jednak po chwili poczułam, że ktoś gładzi mnie po policzku."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że będziemy Cię informować ;)xx

      Usuń
    2. Z góry przepraszam za spam.

      Zapraszam serdecznie na nowe rozdziały na blogu http://hungry-for-love-and-happiness.blogspot.com/ :) Mam nadzieję, że wpadniesz xx

      (...) Rozmawialiśmy tak przez jakąś godzinę i piliśmy coraz więcej, co spowodowało, że byliśmy nieźle spici. Nudziło mi się i miałam ochotę się zabawić, więc zaczęliśmy tańczyć. Duża ilość ludzi powodowała, że byliśmy bardzo blisko siebie – wręcz ocieraliśmy się o siebie, jednak mi się to podobało. W końcu jednak, po jakimś czasie zmęczeni usiedliśmy przy wolnym stoliku na kanapach. Wtedy spojrzeliśmy sobie w oczy. Obydwoje zatraciliśmy się w swoich źrenicach i zaczęliśmy zbliżać się do siebie.

      + macie zajebisty nowy wygląd bloga i czekam z niecierpliwością na nowy imagin *.*

      Usuń
  2. Świetne !!! kocham tego bloga nawet nie wiesz jak się cieszę że na niego trafiłam !!! czekam na kolejną część

    xoxo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Awwww *.* Jak miło ;)
      Dziękuję ♥
      Ja też się cieszę, że trafiłaś na naszego bloga ;)

      Usuń
  3. masz świetny blog! zapraszam do mnie: i-imaginyonedirection-n.blogspot.com
    dopiero zaczęłam i byłoby miło gdybyś wpadła :)

    OdpowiedzUsuń
  4. świetny! zapraszam do mnie: i-imaginyonedirection-n.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. poinformuj mnie o nastepnym , okk.? xx @Weronika_Z :)

    OdpowiedzUsuń
  6. http://one-direction-lose-my-mind.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Więcej więcej imaginów !!! :)

    OdpowiedzUsuń